Archive for the ‘Polska2015’ Category

Nie mogę się dłużej opierać i muszę to potwierdzić: przodkowie Bronisława Komorowskiego wyłudzili od zaborców tytuł hrabiowski na podstawie sfałszowanych dokumentów.


Od jakiegoś czasu eksperci od genealogii szlacheckiej (jak p. Feliks J. Grabowski, np. tutaj) naciskali na mnie, bym sprostował informację o pochodzeniu Marszałka Sejmu, kandydata na urząd prezydenta RP, p. Bronisława Komorowskiego. Opierałem się, nie chcąc podejmować tak ważnej decyzji wbrew oficjalnie uznanym opracowaniom. Jest jednak kilka ważnych poszlak by uznać, że wszystkie nadania tytułu hrabiowskiego dla przodków Bronisława Komorowskiego, przez dwory cesarskie (rosyjski i austriacki) opierały się na przesłankach fałszywych. Tak się składa, że nie ma obecnie nikogo, kto byłby uprawniony do anulowania nadania tytułu hrabiowskiego, bo zarówno Rosja, jak i Austria są republikami i nie uznają tych tytułów. Mamy jednak niezależnie kwestię herbu polskiego, który nie wynika z nadania, ale z odwiecznej przynależności rodowej. Sprawy te rozpatrzymy więc osobno.

Nowy Almanach Błękitny zmarłego niedawno Sławomira Leitgebera, podaje pod hasłem Komorowski h. Korczak, piszący się „z Liptowa” i „z Orawy”:
Linia wygasła: Nadanie: Piotr Komorowski mianowany został 1469 przez króla Węgier Macieja Korwina hrabią Liptowa i Orawy. Tytuł był związany jedynie ze sprawowaną funkcją. Po wygaśnięciu jego potomstwa, tytułu „hrabiego na Liptowie i Orawie” zaczął używać brat Piotra Mikołaj i jego potomkowie. Jeden z nich, Jakub (zm. 1781) miał uzyskać 1780 od króla Stanisława Augusta potwierdzenie tytułu hrabiowskiego.

Linia żyjąca: Potwierdzenie: Komorowscy otrzymali uznanie dziedzicznych tytułów hrabiów w Galicji w 1793, 1803 i w Austrii 1894 (dla linii litewskiej).
Linia żyjąca: Potwierdzenie: w Królestwie Polskim 1824, w Rosji 1844 (tylko dla Gałęzi II).

Według tejże pozycji, Bronisława Maria Karol hr. Komorowski (ur. 1952) należy do wspomnianej tu Linii Litewskiej i jest potomkiem Piotra Jana Komorowskiego (1838-1905), właściciela dóbr Radkuny, który poślubił w 1863 r. Felicję Komorowską herbu Korczak.

Wstępny obraz rzeczywistości jest więc następujący: p. Bronisław Komorowski, jako członek Linii Litewskiej Komorowskich ma potwierdzony dziedziczny tytuł hrabiowski jako potomek brata hrabiego liptowsko-orawskiego Piotra Komorowskiego. Oczywiście – jak wspomniano – hrabia liptowsko-orawski nie był w żadnym sensie dziedzicznym tytułem arystokratycznym, więc tym bardziej bycie potomkiem jego brata w żadnym sensie nie uprawnia do posługiwania się dziedzicznym tytułem hrabiego. 

Jednak wydaje się, że kancelarie cesarskie potwierdzając tytuł hrabiowski Komorowskich były świadome tej „subtelności” i de facto uznały tenże tytuł ex post jako dziedziczny i tytularny (tzn. taki, który można nosić nawet nie sprawując władzy administracyjnej nad hrabstwem liptowsko-orawskim).
Przyjmijmy zatem, że potomkowie Mikołaja Komorowskiego, brata Piotra hrabiego liptowsko-orawskiego, mają obowiązujące prawo do posługiwania się tym tytułem. Czy p. Bronisław Komorowski jest jego męskim potomkiem?

Jak wspomniano, linia litewska otrzymała potwierdzenie w Austrii w roku 1894. Szczegóły tego dokumentu opisuje Sławomir Górzyński w pracy „Arystokracja polska w Galicji. Studium heraldyczno-genealogiczne”, DiG, Warszawa 2009. Wśród innych, których tego dotyczyło znajduje się Franz Anton von Liptawa und Orawa Komorowski wraz z rodziną otrzymał tytuł 13 kwietnia 1793. Ów Franciszek Antoni, urodzony 22 grudnia 1723 w Prusach, a zmarły 3 marca 1800 w Szirwytach, to praprapraprapradziadek w linii męskiej znanego nam wszystkim Bronisława Komorowskiego. Miał on być synem Jakub Bartłomieja Komorowskiego urodzonego 5 stycznia 1697 w Laszkach i Antoniny Zofii Pawłowskiej urodzonej 7 marca 1703 w Zaloczu, a wnukiem Michała Komorowskiego i Barbary Łopackiej.

Byłoby dobrze, ale… Owa Barbara Łopacka, spokrewniona ze mną na kilka sposobów (np. jej pradziadkiem był stolnik czerski Bartłomiej Grabianka, mój przodek w lini prostej, a jej prapradziadkiem był kasztelan zakroczymski Mikołaj Krzysztof Łopacki, również mój przodek w linii prostej) nie mogła być babcią owego Franciszka Antoniego Komorowskiego. Jej synem był wszak urodzony w 1724 r. kasztelan santocki Jakub Komorowski, który z pewnością nie był tym samym Jakubem Bartłomiejem Komorowskim, urodzonym rzekomo 27 lat wcześniej. Urodzony w 1724 r. kasztelan Jakub Komorowski to teść Szczęsnego Potockiego, ojciec tragicznie zmarłej jego pierwszej żony, słynnej Gertudy Komorowskiej i na pewno nie o niego chodzi. Wyjaśnię też, że cześnik owrucki Michał Komorowski poślubił Barbarę Łopacką w roku 1715, a więc mógł być co najwyżej ojcem Franciszka Antoniego urodzonego w 1723. Swoją drogą nadmienić warto, że kasztelan santocki Jakub Komorowski, istotnie miał syna Franciszka Antoniego, tenże urodził się jednak dopiero w roku 1766 i zmarł bezpotomnie.

Adam Boniecki, w uzupełnieniach do XI tomu swojego „Herbarza” cytuje jednak inny dokument, „wywód ze szlachectwa i tytułu hrabiowskiego, dokonany 1805 r., przed Deputacyą Wywodową litewsko-wileńską, przez potomków Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego”. Tak, to właśnie ów Franciszek Antoni Komorowski, wspomniany praprapraprapradziadek marszałka Bronisława Komorowskiego. Czy jest możliwe, że choć wywód austriacki z 1894 był sfałszowany, to jednak wywód wileński z roku 1805 jest prawdziwy? Oba prawdziwe być przecież nie mogą, bo podają zupełnie inną genealogię Franciszka Komorowskiego. Do niedawna przyjmowałem, że tak. Potomek kasztelana santockiego Jakuba Komorowskiego, ś.p. Piotr hr. Komorowski, przekazał mi odpis tego wileńskiego wywodu z roku 1805, w którym czytam:

„wywodzący się powracają do Najstarszego Syna Stefana Rotmistrza Królewskiego, brata rodzonego Adama, Jana Hrabi Komorowskiego z Myszkowskiej Kasztelanki Bielskiej urodzonego, który jak się powyżej rzekło miał w zamęściu także Komorowską, ale herbu Łabędź y z nią spłodził synów dwóch, Franciszka bezpotomnie zmarłego y Michała Łowczego Buskiego, dziedzica na Susznie y Niestaniewiczach, Męża w działach rycerskich na wielu ekspedycjach wojennych doświadczonego, który z kilku żon, między innemi płci obojej Potomstwem najstarszego zostawił syna Jana = a ten z Zofii Pogańskiej Cześnikówny Sanockiej spłodził dwóch Bartłomieja i Marcina, z których starszy [tj. Bartłomiej] będąc od ojca wyposażonym z Dóbr Ojczystych jak o tym zrzeczna Kwitancyja tego Tranzakcya w roku 1702 nazajutrz po Feście Św-go Wojciecha 25 dnia kwietnia przed Akt Buskiemi dla ojca Jana, syna niegdyś Michałowego Hrabi Komorowskiego uczyniona y zeznaniem osobistym w owych że aktach stwierdzona poświadcza. 

Sam wkrótce z Korony Polskiej przeniósł się na Litwę w powiat Wiłkomirski, gdzie połączony ślubnym związkiem z Teresą Hektora Dziembowskiego córką Oboźnego wziął po niej w wianie posagowym Dziedziczne Dobra: Rawiszki, Gikanie, Zośnica y Kołpaciszki, a z onych Zośnica i Kołpaciszki sprzedawszy, Rawiszki zaś i Gikanie przy sobie zatrzymał. Był Podczaszym Wiłkomirskim, jakowy Urząd w nagrodę zasług Krajowi Ojczystemu Ojczystemu panującym Monarchom pełnionym, Najjaśniejszy August III-ci Król Polski przywilejem swym 1742 Maja 12 dnia łaskawie mu konferował, z pomienioną Oziembłowską dziewięcioro spłodził potomstwa – synów czterech: Franciszka Strażnika Wiłkomirskiego, Hektora Miecznika także Wiłkomirskiego, Antoniego Starostę Małdyńskiego oraz Józefa w Zakonie Sw. Ignacego Societatis Jesu y córek pięć: Annę w zamęściu Ciecierską, Teresę I voto Szukową, Maryancellę w zamęściu Szemiotową Ciwunową Retowską Księstwa Żmudzkiego, Żmudzkiego Teodorę i Józefatę zakonnicę pierwszą w Konwencie Kowieńskim Sw. Franciszka, drugą w Konwencie Wileńskim Panien Wizytek.”

Czy istotnie zatem wspomniany tu Bartłomiej Komorowski pochodził z tej samej rodziny, co Komorowscy herbu Korczak, którzy otrzymali potwierdzenie (wątpliwego) tytułu hrabiowskiego? Wydaje się, że ta druga genealogia też jest fałszywa.
Adam Boniecki w swoim „Herbarzu” oryginalnie umieścił tę rodzinę Komorowskich (nazwijmy ją dla wygody „Linią Bronisława”) w rozdziale o Komorowskich herbu Dołęga (ściślej: Dołęga odmienna). Później zamieścił zagadkową erratę, pisząc:
„Idąc za wskazówkami podanemi przez pisarzy heraldycznych, o Komorowskich piszących, uważaliśmy, że wszyscy Komorowscy, powiat wiłkomierski zamieszkujący, są h. Dołęga odm. Tymczasem, z przedstawionego nam wywodu ze szlachectwa i tytułu hrabiowskiego, dokonanego 1805 r., przed Deputacyą Wywodową litewsko-wileńską, przez potomków Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego, okazuje się, że obok Bartłomieja Komorowskiego h. Dołęga odm., syna Samuela (patrz Tom. X, str. 387), którego właśnie wzięliśmy za ojca Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego, żył w tymże czasie, w powiecie wiłkomierskim, inny Bartłomiej h. Korczak, który przeniósł się z województwa bełskiego, w powiat wiłkomierski. Był on synem Jana i Zofii Polańskiej, cześnikówny sanockiej, a wnukiem Michała, o czem poucza nas akt, którym, opuszczając strony rodzinne, zrzekł się 1708 r. w aktach buskich majątku rodzicielskiego, na rzecz wymienionego ojca swego.”

Czy istotnie było dwóch Bartłomiejów Komorowskich, jak podaje ów wywód? Wydany pod red. prof. Andrzeja Rachuby spis Urzędnicy Wielkiego Księstwa Litewskiego, tom I, woj. wileńskie XIV-XVIII wiek (DiG, Warszawa 2004) wymienia owego Bartłomieja Komorowskiego, który 12 maja 1742 został nominowany na stanowisko podczaszego wiłkomierskiego z piastowanego wcześniej urzędu skarbnika zakroczymskiego. 

Niestety, ziemia zakroczymska interesuje mnie bardzo, ze względu m.in. na to, że w owym 1742 roku sędzią ziemskim zakroczymskim był Antoni Radzicki, prapraprapradziadek mojej babci Zofii z Radzickich Minakowskiej. Zarówno ja, jak i moi koledzy, przeglądaliśmy księgi sądowe (grodzkie i ziemskie) zakroczymskie z tego okresu, nie znajdując tam żadnego skarbnika zakroczymskiego Bartłomieja Komorowskiego. Skarbnik ziemski zakroczymski był zresztą bardzo niskim urzędem jak na pana hrabiego Komorowskiego. 

Nie ma też żadnego powodu, by Komorowscy herbu Korczak tam żyli, chyba że weszli w związki ze wspomnianymi wcześniej Łopackimi i Grabiankami, ale ta genealogia została już przez nas wcześniej odrzucona. Nie udało się znaleźć żadnych wiarygodnych dokumentów, które stwierdzałyby, że istotnie ów Bartłomiej Komorowski przyjechał do powiatu wiłkomierskiego z Korony. Ów Jan, rzekomo żonaty z Zofią Pogańską cześnikówną sanocką, nie jest skądinąd znany. Wydaje się zatem, że wbrew owemu wywodowi Bartłomiej Komorowski, przodek linii Bronisława, istotnie pochodził z Komorowskich herbu Dołęga z powiatu wiłkomierskiego.

Najważniejsze jednak że przyjęcie że Bronisław Komorowski nosi herb Dołęga i nie należy do rodziny hrabiów na Liptowie i Orawie wyjaśnia bardzo wiele. Spójrzmy, kim był ów wiłkomierzanin (nie zakroczymianin) Bartłomiej K. Był to syn zmarłego w roku 1689 marszałka Trybunału Litewskiego Samuela Komorowskiego i Katarzyny Dunin-Rajeckiej. Wnuk księżniczki Elżbiety Druckiej-Sokolińskiej i jej męża marszałka lidzkiego Teofila Dunin-Rajeckiego. Jego prababcią była Marianna Sapieżanka (z „tych” Sapiehów), córka Mikołaja Sapiehy kuchmistrza wielkiego litewskiego (1548-1611), a pradziadkiem był zmarły w 1655 wojewoda miński Krzysztof Rudomina-Dusiatski.

I to ta właśnie genealogia jest dla mnie największym dowodem, że Bronisław Komorowski nie ma herbu Korczak tylko Dołęga odm. – jego wiłkomierscy przodkowie byli rodziną niewątpliwie bogatą i wpływową. Kiedy nadeszły zabory postanowili utwierdzić swoją pozycję i nie mogąc dzierżyć zlikwidowanych już tytułów litewskich, „przyznali się” do rodziny Komorowskich herbu Korczak i ich wątpliwego hrabiostwa liptowsko-orawskiego. Można uznać, że gdyby nie zabory, nie musieliby tego robić. Co – rzecz jasna – wcale nie pozwala na stwierdzenie, że skoro zabory przyszły, to zrobić to musieli. W tę stronę non sequitur.
Sam pomysł na „przyklejenie się” do linii hrabiowskiej wziął się jednak już wcześniej: brat Franciszka Antoniego (a właściwie Franciszka, bo drugie imię nadano mu chyba dopiero po śmierci), Antoni Komorowski, był dworzaninem należącego do Korczaków prymasa Adama Komorowskiego i przy elekcji Stanisława Augusta (1764) podpisał się jako jako Antoni z Liptowy i Orawy Komorowski.

[Dopisek późniejszy]
Nie miał wątpliwości Seweryn hr. Uruski w swoim herbarzu Rodzina wymienia te osoby explicite w rozdziale „Komorowski h. Dołęga odm.” wiedząc o ich pretensjach, co wyraził słowami:

„Bartłomiej, dziedzic Rawiszek, podczaszy wiłkomierski 1734 r., zaślubił Teresę Oziębłowską i z niej pozostawił synów: Franciszka [to przodek m.in. marszałka Bronisława], Hektora, miecznika wiłkomierskiego 1761 r., Józefa, Jezuitę, i Antoniego, starostę meldyńskiego, podstolego 1766 r., a ostatnio 1781 r. wojskiego wiłkomierskiego, żonatego z Agnieszką Morykoniówną, który w 1764 r. podpisał elekcyę z pow. wiłkomierskim, pisząc się dowolnie z Liptowa i Orawy.” [S. Uruski, Rodzina, t. VII, s. 138]
Co istotne, tom ten został opublikowany w roku 1910, a więc już po publikacji Bonieckiego i 16 lat po uzyskaniu przez tę linię potwierdzenia tytułu hrabiowskiego w Austrii…

[Dopisek późniejszy]
Zwrócono mi uwagę, że kilka tygodni temu informacja o pochodzeniu B. Komorowskiego od  średniowiecznych hrabiów Korczak-Komorowskich zniknęła ze strony http://www.bronislawkomorowski.pl/moja-rodzina.html . Nie zauważyłem wcześniej tej zmiany tym bardziej że kilka dni temu (z datą 15 czerwca 2010) ukazał się w tygodniku  „Polityka” artykuł o tytule jednoznacznym: Kandydat herbu Korczak.


Reklamy


Stanisław Tyczyński (właściciel radia RMF FM), Urban vel Urbach (który na łamach tygodnika „Nie” nazwał Polskę „pieprzonym państewkiem”, a ostatnio ogłosił, że chce wykupić kościół, w którym uruchomi burdel) i Michnik-Szechter (kłamca i oszust, wywodzący się z rodziny stalinowskich zbrodniarzy).

Czwarta władza nie pochodzi z żadnych wolnych wyborów, tylko z kapitału swojego dysponenta, co jest zaprzeczeniem twierdzenia Żyda Karola Marksa, iż kapitał nie ma ojczyzny. Media to największa, choć ukryta, obiegowo nazywana czwartą władzą, inżynieria dusz. To media i ich dysponenci decydują, kto będzie znanym i wpływowym politykiem, która partia polityczna znajdzie się w parlamencie, kto zostanie wykreowany na autorytet moralny stawiany za wzór godny naśladowania, jakich idoli będzie miało dorastające kolejne pokolenie. 


Kogo obrzucić błotem, a kogo nobilitować na ważną postać we wszystkich dziedzinach życia. Niemal otwarcie mówi się, że w Polsce mamy polskojęzyczne media i to nie tylko z powodu dominacji niemieckiego kapitału. Właścicielami większości z pozostałych 15% są osoby pochodzenia żydowskiego. Najbardziej antypolska „GAZETA WYBORCZA” to siedlisko żydostalinowskich pogrobowców największych zbrodniarzy na Polakach z Michnikiem-Szechterem na czele. Są oni właścicielami Radia ZET i kilkudziesięciu lokalnych stacji radiowych. Brukowiec „NIE” to Żyd Urban vel Urbach. 

Antykatolicki tygodnik „FAKTY I MITY” to sami Żydzi. „POLITYKA” i „WPROST” to różnej maści neofici z komunistycznymi rodowodami, czyli kompletna moralna degeneracja, podobnie jak postkomuszy dziennik „TRUJBUNA”. Żyd Walter to TVN z przybudówkami, gdzie nawet w scenografii dominuje kolor niebieski. W jego sztandarowych „FAKTACH“ z Lisem na czele zwykle dominują informacje z dziedziny horroru – zabójstwa, gwałty, wypadki, katastrofy, korupcja itp. 

To stały obraz z życia Polski, jakby nic dobrego się u nas nie działo. Widzowie, w tym dzieci i młodzież, to oglądają i wiadomo, jaki to ślad pozostawia w ich psychice. Jeszcze gorzej jest z badziewiarskim POLSATEM Żyda Solorza. Radio RMF FM, które ma głównie młodych słuchaczy, to pejsaty Stanisław Tyczyński, który w kilka lat dorobił się fortuny, a teraz skarży Skarb Państwa o setki milionów złotych odszkodowania, bo KRRiTV nie przedłużyła mu koncesji na oddziały regionalne! Nawet z fal Radia Maryja niemal codziennie umoralniają nas Żydzi: Macierewicz, prof. 

Nowak i Bender! Pozostają jeszcze publiczne Radio i TEL-AWIZJA z racji postkomuszej dominacji określane jako marks-media. Prawie ze wszystkich wymienionych i pozostałych mediów z codziennych relacji możemy się dowiedzieć, co  aktualnie wydarzyło się w Izraelu, a nie w prawie 200 innych państwach świata. Prawdziwy pokaz ich nierzetelności i manipulacji mieliśmy przed i w czasie trwania wojny w Jugosławii, Iraku czy kampanii przedreferendalnej. 

Mamy w nich po czubek głowy filmów, audycji, publikacji gloryfikujących naród dobrany i jego „wybitnych” przedstawicieli. Natomiast często fałszują naszą polską historię, wyśmiewają patriotyzm, kulturę, polskie tradycje i wartości chrześcijańskie. Za idoli robią Ochojska czy przygłup i degenerat Owsiak wiadomej nacji. 

Długo jeszcze można uzasadniać szkodliwą rolę koszermediów w Polsce. Ogłupiony naród płacąc abonament lub kupując ich gazety finansuje chytrze przemyślane przedsięwzięcia. Nic dziwnego, że większość polskiej inteligencji pogłupiała i nie jest w stanie wypracować narodowej koncepcji ustrojowej i gospodarczej, tylko przyjęła wilczy liberalizm. 

Nieliczne narodowe tytuły prasowe – walczące o zaszczepienie rodakom nowoczesnej myśli narodowej, która tworzy doskonały grunt pod formowanie nowych ideowych elit – toczą boje o przetrwanie. Są stałym obiektem oszczerstw, nagonek, policyjno-prokuratorskich szykan, ale dzięki rosnącej świadomości narodowej Polek i Polaków, wiedzą, że muszą przetrwać. Ta misja jest Polsce bardzo potrzebna.



„Frankfurter Allgemeine Zeitung” przejęty przez polski kapitał (a choćby przez hiszpański).
A do tego „Süddeutsche Zeitung”, „Berliner Zeitung”, „Berliner Morgenpost” czy „Kölner Stadt Anzeiger”. W Niemczech to niemożliwe! To, co jest niemożliwe w Niemczech, jest faktem w Polsce, Czechach, na Węgrzech, Słowacji czy w Serbii i Czarnogórze. „To wielkie zagrożenie dla niezależnego dziennikarstwa i wolności myśli. Stary monopol państwa totalitarnego został w Europie Środkowej zamieniony na monopol obcego kapitału” – można przeczytać w raporcie Europejskiej Federacji Dziennikarzy. Zagraniczny kapitał – w trzech czwartych niemiecki – kontroluje 85 proc. rynku medialnego w Europie Środkowej, w tym ponad połowę rynku prasowego. Według autorów raportu EFD, niemieccy właściciele gazet w Polsce, Czechach i na Węgrzech próbują narzucać redakcjom swój – zgodny z narodowym interesem – punkt widzenia. Czy w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii bądź we Włoszech do pomyślenia jest sytuacja, że dysponent najważniejszych gazet jest ulokowany za granicą i stamtąd ocenia działania rządu, parlamentu, polityków czy wymiaru sprawiedliwości? To eksperyment tak absurdalny, że nikomu nie przyszedł do głowy.

– Bardzo niebezpieczne jest urabianie opinii publicznej przez zagraniczne media o monopolistycznej pozycji, zwłaszcza w środowiskach lokalnych. Może to zagrozić obiegowi informacji w naszym kraju, spowodować, że w dyskusji o ważnych dla Polaków sprawach moderatorem będą tylko zagraniczne podmioty – alarmuje Stefan Bratkowski, pisarz, publicysta, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. – Ekspansja niemieckiego kapitału na naszym rynku mediów może doprowadzić nie tylko do narzucenia obcych kulturowo treści i wzorców komunikowania, ale także do ograniczenia pluralizmu poglądów, opinii czy wartości – dodaje Zbigniew Oniszczuk, socjolog i prasoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.


O politycznej bezstronności niemieckich właścicieli gazet można się było przekonać już w 1997 r. Po opublikowaniu przez nie istniejący już dziennik „Życie” oraz „Dziennik Bałtycki” artykułów o wakacjach w Cetniewie rosyjskiego szpiega Władimira Ałganowa i Aleksandra Kwaśniewskiego właściciel tego drugiego tytułu – Passauer Neue Presse – szybko wycofał się z zarzutów. Prezes Franz Xaver Hirtreiter wysłał wtedy list do prezydenta Kwaśniewskiego, kończący się słowami: „Chciałbym przeprosić pana we wszelki możliwy sposób”. Prezydent wycofał następnie z sądu pozew przeciwko „Dziennikowi Bałtyckiemu”.

Wszystko, co wasze, to nasze

W Niemczech wciąż obowiązuje zasada: „Wszystko, co wasze, to nasze, a co nasze, to wam nic do tego”. Karykaturzysta „Die Zeit” narysował w ubiegłym roku Niemcy jako warowną twierdzę, nad którą unosi się flaga państwowa i napis: „Nic na sprzedaż!”. Gdy Karol Marks twierdził, że kapitał nie ma ojczyzny, głęboko się mylił. Kapitał ma narodowość i realizuje polityczne interesy swojego dysponenta. „Obecny rząd Niemiec brutalnie forsuje niemieckie interesy narodowe, usiłuje narzucać Unii Europejskiej niemieckie struktury organizacyjne i dąży do renacjonalizacji wielu dziedzin wspólnej polityki unii” – napisał w „Die Zeit” Christian Wernicke, brukselski korespondent tygodnika. „Kurs polityki Berlina pod sterami Gerharda Schrödera jest bardziej narodowy niż kiedykolwiek przedtem” – napisał w komentarzu redakcyjnym dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Czy niemiecki kapitał w mediach zrobi wyjątek i nie będzie realizował niemieckiego interesu narodowego? Nie ma na to żadnych dowodów.


Można się cieszyć, kiedy do Polski napływa zagraniczny kapitał, bo to oznacza szanse na modernizację gospodarki. Ale nie zwalnia to rządu i klasy politycznej, by jednak dbała o interes narodowy, rozumiany długofalowo. A długofalowo rozumiany interes narodowy to m.in. swoboda dyskursu publicznego. Dominacja niemieckich koncernów na rynku prasy swobodę tego dyskursu ogranicza. Niemiecki kapitał dominuje jednocześnie w wielkich agencjach reklamowych, co ułatwia zwalczanie konkurencji. Jego wpływy w mediach będą z każdym rokiem rosnąć, co przełoży się na skuteczny lobbing, zarówno na poziomie samorządów, jak i w parlamencie. Jak zauważają autorzy raportu EFD, na Zachodzie nauczono się, że za wpływami w gospodarce, w tym w mediach, idzie polityczne uzależnienie. Dlatego zachowuje się tam narodową kontrolę nad sektorami strategicznymi, a za takie uznawane są media (nie kontrolę państwową, lecz narodową). Ściśle dba się tam też o dywersyfikację wpływów, czyli nie dopuszcza do wyraźnej dominacji jednego państwa jako inwestora.

Jak powstawał niemiecki monopol prasowy w Polsce

Po niedawnej sprzedaży przez norweski koncern Orkla dwóch wrocławskich dzienników („Słowo Polskie” i „Wieczór Wrocławia”) niemieckiemu Passauer Neue Presse, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zwróciło się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zbadanie, czy nie mamy tu do czynienia z monopolem. We Wrocławiu Passauer Neue Presse jest już właścicielem wszystkich (poza lokalnym dodatkiem „Gazety Wyborczej”) dzienników. Podobnie jest w Poznaniu (po zakupie „Głosu Wielkopolski” i „Gazety Poznańskiej”), w Gdańsku (po kupnie „Dziennika Bałtyckiego” i wchłoniętego przez niego jako bezpłatny dodatek „Wieczoru Wybrzeża”), Łodzi („Express Ilustrowany” i „Dziennik Łódzki”), Katowicach („Dziennik Zachodni” i „Trybuna Śląska”) oraz w Krakowie („Dziennik Polski” i „Gazeta Krakowska”). Monopol informacyjny zapewnił sobie niemiecki koncern w województwie warmińsko-mazurskim. W 1998 r. „Gazetę Olsztyńską” kupił Franz Xaver Hirtreiter, były doradca zarządu tej firmy. Następnie „Gazeta Olsztyńska” uruchomiła 12 tygodników na Warmii i Mazurach. W dodatku należąca do PNP firma Media Tak ma praktycznie monopol na sprzedaż powierzchni reklamowej w dziennikach regionalnych. – W ten sposób jeden podmiot całkowicie zdominował rynek mediów drukowanych w północno-wschodniej Polsce. To niezwykle groźna sytuacja dla wolności słowa i swobody publicznej debaty – mówi Krystyna Mokrosińska, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Grzegorz Schetyna
poseł PO, członek Komisji Kultury i Środków Przekazu
Błędów z początku lat 90. nie da się naprawić. Możemy jedynie pilnować, by wykupione gazety, zwłaszcza lokalne, przestrzegały standardów. O to powinny dbać środowiska lokalne. Wpływy na te gazety mogą też mieć poszczególni obywatele – przecież nie muszą wydać dwóch złotych i w ten sposób zademonstrują, że nie chcą gazet zależnych.
Kazimierz Michał Ujazdowski
poseł PiS, były minister kultury
Na początku lat 90. popełniliśmy kardynalne błędy i dopuściliśmy do żywiołowej ekspansji koncernów medialnych na naszym rynku prasowym. Teraz są one monopolistami, ale odwrócić tego nie można. Trzeba się zastanowić nad poprawą prawa o konkurencji, aby na przyszłość można było lepiej zadbać o interes narodowy na rynku medialnym.
Jerzy Wenderlich
poseł SLD, przewodniczący Komisji Kultury i Środków Przekazu
Na początku lat dziewięćdziesiątych brakło odpowiednich uregulowań prawnych dla rynku mediów lokalnych, więc bardzo łatwo było wówczas budować monopole. Ale o skutkach tych błędów dzisiaj politykom mówić nie wypada, bo prawo nie działa wstecz.
Jarosław Kaczyński
prezes Prawa i Sprawiedliwości
Społeczeństwo bez własnej prasy jest całkowici ubezwłasnowolnione. Przed dwoma tygodniami zrobiliśmy dużą konferencję we Wrocławiu na temat konstytucji europejskiej i stosunków polsko-niemieckich. Relacjonowały to media centralne, a miejscowe gazety nawet się nie zająknęły. Potem okazało się, że było to już po sprzedaży dwóch wrocławskich dzienników niemieckiemu wydawnictwu. Sposobem na neutralizację obcych wpływów w mediach mogłoby być wzmocnienie pozycji dziennikarzy wobec właściciela, jak to się dzieje na Zachodzie. Żurnaliście mającemu mocniejszą pozycję trudniej byłoby narzucić coś, z czym się nie zgadza.
Śladem Passauer Neue Presse idzie Axel Springer Verlag, który wydaje tygodnik polityczno-informacyjny „Newsweek Polska”, sześć pism kobiecych, m.in. „Pani Domu”, „Na żywo” oraz „Cienie i Blaski”, dwa młodzieżowe – „Dziewczynę” i „Popcorn”, trzy motoryzacyjne – „Auto Świat”, „Auto Sukces”, „Katalogi Auto Świat”, osiem komputerowych – m.in. „Komputer Świat”, „Komputer Świat Extra” czy „Komputer Świat Gry” oraz jeden biznesowy – „Profit”. 22 października na rynku pojawi się „Fakt” – ogólnopolski dziennik tego wydawnictwa (w nakładzie prawie 1 mln egzemplarzy i po dumpingowej cenie – 1 zł). Koncern Bauera wydaje obecnie w Polsce 30 tytułów (gazety telewizyjne, komputerowe, młodzieżowe, motoryzacyjne, kobiece i rozrywkowe) o łącznym nakładzie ponad 8 mln egzemplarzy. Gruner und Jahr jest właścicielem miesięcznika „Claudia”, magazynów „Naj”, „Moje Gotowanie”, „Gala”, „Focus”, „Rodzice”, „Moje Mieszkanie” i „Ładnie mieszkać”. Wraz z hiszpańskim wydawnictwem RBA Niemcy wydają też magazyn „National Geographic”. Z kolei koncern Burda wydaje w Polsce pisma sformatowane: „Dobre Rady”, „Mój Piękny Ogród”, „Sól i Pieprz”, „Anna” oraz „Auto Teksty”.

Od miękkiej ekspansji 
do twardej dominacji

Na polskim rynku mediów niemieckie koncerny stosowały taktykę rozmiękczania. Na początku lat 90. zaczęły wydawać na naszym rynku jedynie czasopisma specjalistyczne o niewielkim zasięgu. Potem zakładały pisma dla kobiet i młodzieży – „Claudię”, „Sandrę”, „Twój Weekend”, „Bravo” czy „Bravo Girl”. Zbigniew Oniszczuk twierdzi, że Niemcy nie chcieli się wtedy rzucać w oczy, bo wiedzieli, że w Polsce nie było akceptacji dla ekspansji niemieckich koncernów w mediach. Swoje wydawnictwa często ukrywali wówczas pod nic nie mówiącymi nazwami, na przykład we Wrocławiu działała firma Phoenix Intermedia. Passauer Neue Presse swój pierwszy polski tytuł („Gazetę Robotniczą” przemianowaną potem na „Gazetę Wrocławską”) kupił za pośrednictwem szwajcarskiego Interpublication AG. Już wtedy Niemcy przygotowywali się do odkupienia różnych tytułów od koncernów z innych krajów, co potwierdziło kupno w 1994 r. ośmiu dzienników regionalnych od francuskiego koncernu Hersant. W następnych dwóch latach Passauer Neue Presse dokupił jeszcze trzy tytuły i w ten sposób stał się praktycznie monopolistą w segmencie dzienników regionalnych. Zdobył też silną pozycję na rynku drukarskim – obecnie posiada sześć drukarni.

Obawiając się reakcji polskich odbiorców w 1995 r., Passauer Neue Presse ogłosił, że zakończył skupowanie gazet w Polsce. Podobnie uczynił koncern Gruner und Jahr. Axel Ganz, członek zarządu tego ostatniego wydawnictwa, stwierdził, że jest to spowodowane „polskimi obawami przed zalaniem kraju prasą niemiecką, której można by zarzucić, że reprezentuje zagraniczne interesy”. Okazało się, że była to tylko strategia na przeczekanie, o czym świadczy odkupienie przez Passauer Neue Presse we wrześniu tego roku od Orkli wrocławskich dzienników, kupno w 2000 r. „Ziemi Kaliskiej” czy tygodnika „Panorama Oleśnicka”.

Ekspansję ułatwia niemieckim koncernom to, że założenie w Polsce gazety kosztuje nawet dziesięć razy mniej niż na przykład we Francji. Podbój rynku umożliwia też dumping w cenach pism i reklam (w 1994 r. wydawana przez Springera „Pani Domu” kosztowała zaledwie 35 gr). Polskie podmioty nie były w stanie stawić czoła takiej konkurencji. Ten dumping pokazuje, że niemieckie koncerny nie liczą się z kosztami, by zdominować rynek, a potem narzucić swoje reguły gry.

Teraz mamy monopol większy niż pod zaborem pruskim. Wówczas w Wielkopolsce ukazywało się więcej tytułów gazet i czasopism wydawanych przez polskie podmioty niż obecnie. Wychodziły wtedy m.in. „Przewodnik Katolicki”, „Kurier Poznański”, „Goniec Wielkopolski”, „Tygodnik Wielkopolski”, „Wielkopolanin”, „Przegląd Wielkopolski”, „Orędownik”, „Oświata”. Polskie gazety wydawał na przykład przedsiębiorca Hipolit Cegielski. Teraz obie wydawane gazety o zasięgu regionalnym – „Gazeta Poznańska” i „Głos Wielkopolski” – należą do Passauer Neue Presse.

Pluralizm po niemiecku

W jeszcze większym stopniu niż w Polsce niemieckie koncerny kontrolują media w Czechach (opanowały 82 proc. rynku prasy lokalnej) i na Węgrzech (75 proc. całego rynku prasowego). W Czechach niemiecki kapitał kupił największe gazety, m.in. „Mladá Fronta Dnes”, „Lidové Noviny”, „Hospodárské Noviny”, „Tyden”. Podobnie jest na Węgrzech, gdzie Niemcy kontrolują „Népszabadság”, „Vilaggazdasag” czy „Magyar Hirlap”. Na Słowacji do niemieckich koncernów należy ponad 30 tytułów. Teraz rozpoczęły one ekspansję na Bałkany oraz kraje nadbałtyckie. Niedawno koncern Westdeutsche Allgemeine Zeitungsverlag kupił najważniejszy dziennik w Serbii i Czarnogórze – „Politika”. W efekcie Europa Środkowa zaczyna przypominać niemiecką kolonię prasową. Nie pozostaje to bez wpływu na bieżącą politykę. Najlepszym tego dowodem są zgodne z niemieckim punktem widzenia publikacje w „Mladá Fronta Dnes” czy „Lidovych Novinach”, podkreślające krzywdę Niemców wypędzonych z Sudetów, czy nawołujące do anulowania tzw. dekretów Beneša (na mocy których przesiedlono sudeckich Niemców). A to dopiero pierwsze próby wpływania na opinię publiczną w danym kraju. Test na to, jak daleko można się posunąć. – Monopolizacja rynku prasowego jest swego rodzaju blokowaniem ważnej dla społeczeństwa arterii. Ta blokada może się skończyć zawałem pacjenta – mówi Zbigniew Ziobro, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Niemieckie koncerny prasowe tworzą monopol informacyjny w krajach Europy Środkowej, bo pozwala im na to miejscowe prawo. Takiego monopolu nie można natomiast stworzyć w Niemczech. Na przykład firma Holtzbrinck wydająca w Berlinie „Tageszeitung” nie mogła kupić „Berliner Zeitung”, choć zastrzegła, że chce połączyć tylko kilka działów administracyjnych, pozostawiając dwie niezależne redakcje. Nie zgodził się na to Federalny Urząd Antymonopolowy. W Niemczech obowiązuje zasada ograniczenia tzw. dominacji mocy opiniotwórczej (nie może ona przekraczać 30 proc.). Jeśli jakiś koncern medialny zbliży się do tej granicy, interweniuje Komisja ds. Koncentracji Mediów. Zobowiązuje ona wtedy koncern do zbycia części udziałów. Federalny Sąd Konstytucyjny orzekł, że w takich wypadkach należy „natychmiast i jak najbardziej efektywnie przeciwdziałać tendencjom do koncentracji, gdyż jeśli nieprawidłowości się ugruntują, mogą się okazać trudne do naprawienia”. Co na to polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów?

Obcy kapitał nie ma w Niemczech nie tylko szans na monopol, ale nawet na przejęcie konkretnych tytułów. Choć formalnie niemieckie prawo nie zakazuje działalności obcych koncernów medialnych, w praktyce nie pozwalają na to prawa przyznane syndykatom dziennikarzy, drukarzy i wydawców, którzy mogą zablokować (i blokują) każdą próbę przejęcia tytułu przez obcy kapitał.

 Po moim trupie
Gdy wiosną ubiegłego roku upadł bawarski koncern medialny Leo Kircha, politycy niemieccy ostro oponowali przeciwko przejęciu bankruta przez zagraniczne firmy, zwłaszcza MediaSet Sylvia Berlusconiego, premiera Włoch. – To byłoby potworne, gdyby Berlusconi zdobył znaczący wpływ na niemiecką opinię publiczną – ostrzegał Wolfgang Clement, premier Nadrenii Północnej-Westfalii, bliski współpracownik kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera. Sam kanclerz oświadczył, że Berlusconi wejdzie na rynek niemiecki „po jego trupie”. Słowa dotrzymał.
Nawet Stany Zjednoczone bronią się przed niebezpieczeństwem zdominowania rynku mediów przez obcy kapitał. Rupert Murdoch, aby kupić sieć telewizyjną Fox Network i wytwórnię filmową 20th Century Fox, musiał uzyskać amerykańskie obywatelstwo. Brytyjskie gazety „The Times” oraz „The Sunday Times” mógł kupić tylko dlatego, że w Australii, której jest obywatelem, głową państwa jest brytyjska królowa Elżbieta II (reprezentowana przez generalnego gubernatora). Jednak przejęcie tych gazet było przedmiotem interwencji Komisji Antymonopolowej (ostatecznie zgodzono się na ten zakup z powodu formalnych uchybień we wniosku przeciwko Murdochowi).

Dobrze, że niebezpieczeństwa wynikające z powstania monopolu niemieckich koncernów na polskim rynku prasowym dostrzega nie tylko nasze Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, ale także Europejska Federacja Dziennikarzy. Sprawa wydaje się jednak przegrana: monopol powstał i trudno będzie go przełamać.

Sławomir Sieradzki
Współpraca: Magda Rychter
Piotr Cywiński


LIGA ŚWIATA: Takim mediom wierzysz Polaku!






Płk Leszek Tobiasz, były oficer WSI, główny świadek oskarżenia w tzw. aferze marszałkowej, w którą zamieszany jest prezydent Bronisław Komorowski, nie żyje – dowiedział się portal Niezalezna.pl.

Płk Tobiasz ws. afery marszałkowej miał być przesłuchany przed sądem 1 marca i miało to być jego pierwsze przesłuchania, ponieważ nie stawiał się na wcześniejsze wezwania.
W listopadzie 2007 r. Tobiasz zgłosił się do posła PO Bronisława Komorowskiego z propozycją pomocy w zdemaskowaniu rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej, czego jednak nie potwierdziło późniejsze śledztwo a sprawa okazała się prowokacja wymierzoną w komisje weryfikacyjną. Wcześniej do Komorowskiego zgłosił się Aleksander L. żołnierz WSI, który zaproponował zdobycie ściśle tajnego aneksy z Raportu z weryfikacji WSI.
Komorowski w swoich zeznaniach stwierdził m.in.:
„(…) płk. L […] spotkałem w listopadzie 2007 r., zgłosił się do mnie poprzez pośrednictwo gen. Józefa Buczyńskiego, swego czasu szefa departamentu kadr, a potem attaché wojskowego w Pekinie. Pan gen. Buczyński poinformował mnie, że jest taki pan pułkownik, który może mieć istotne dla mnie informacje, także osobiście mnie dotyczące. Wymienił nazwisko pułkownika L […]. Postanowiłem przyjąć go w swoim biurze poselskim przy ul. Krakowskie Przedmieście. Było to ok. 19 listopada 2007 r. L […] przyszedł sam. 
W rozmowie z nim nikt więcej nie uczestniczył. Pan L […] w rozmowie ze mną sugerował możliwość dotarcia albo do tekstu albo do treści całości lub fragmentu dotyczącego mojej osoby – aneksu do raportu WSI. (…) Nie było dla mnie zaskoczeniem pojawienie się mojego nazwiska w aneksie. Wcześniej prasa sugerowała, że moja osoba ma być objęta treścią tego raportu. W rozmowie L […] nie określił wprost, ale że ma taką możliwość poprzez swoje kontakty. Nie określił żadnych żądań. Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją. Umówiliśmy się, że on odezwie się, gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów. Miał się wtedy do mnie odezwać poprzez telefon mojego biura. 
Jednak po kilku dniach pani Jadwiga Zakrzewska, poseł PO, przekazała mi, że chce się ze mną spotkać pułkownik z WSI, który jest jej sąsiadem. Spotkanie odbyło się w moim biurze poselskim. Rozmówcą okazał się nieznany mi wcześniej pułkownik Leszek Tobiasz. Według zapisów mojego kalendarza, spotkanie miało miejsce 21 listopada 2007 r. i tej daty jestem pewien, w kalendarzu niestety nie zapisano dnia spotkania z L […], ale mogło to być około dzień lub dwa przed rozmową z Tobiaszem. Płk. Tobiasz powiedział mi, że ma dowody na korupcyjną działalność Komisji Weryfikacyjnej. (…) Tobiasz chciał mi okazać zdobyte dowody w postaci nagrań i na kolejne spotkanie, 3 grudnia 2007 r. – przyniósł je (…)”.
Po wizycie płk. Tobiasza ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zorganizował tajne spotkanie z udziałem Tobiasza, szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i Pawła Grasia. Po nim ABW wszczęła działania operacyjne wobec członków Komisji Weryfikacyjnej pod pretekstem rzekomej korupcji (weryfikacji żołnierzy WSI za pieniądze),
Sądownictwo Najjaśniejszej Rzeczypospolitej ma wielkiego pecha, gdy chodzi o koronnych świadków  lub inne osoby ważne dla toczących się procesów.  Mrą jak muchy albo popełniają b. wygodne samobójstwa. Jeden z komentujących powyższą wiadomość umieścił taki oto wpis:
Gra planszowa
Do końca rządów platformy pozostało jeszcze 37 “samobójstw”  i 40 morderstw – gra planszowa, spróbuj dobrać osobę i rodzaj śmierci. W razie pytań dzwoń do cmentarnych kolesi z Platformy.
1.Daniel Pokrzycki – “zginął w wypadku samochodowym” przed wyborami w 2005 r.
2. Marek Karp – zginął w wyniku obrażeń spow. “wypadkiem samochodowym”, drogę zajechało mu auto o białoruskich numerach.
3. Marian Goliński – zginął w “wypadku drogowym”, zjechał na drugi tor wprost na tira o rosyjskich rejestracjach
4. Grzegorz Michniewicz, doradca premiera i Arabskiego, “powiesił się” na kablu od odkurzacza (!!).
5. Eugeniusz Wróbel – “zamordowany” przez chorego psychicznie syna (którego żona nota bene jest psychiatrą i przez ponad 20 lat nie zauważyła złego stanu psychicznego swojego dziecka. SIC!).
6. Stefan Zielonka – utopiony, dokumenty które miał przy sobie natomiast cudem ocalały.
7. Bp Mieczysław Cieślar -”zginął w wypadku samochodowym” dokładnie 18.04.2010 r, miał być następcą Adama Pilcha, który zginął w Smoleńsku.
8. Krzysztof Knyż – operator Faktów, pokazał na żywo w TVNie wraz z W. Batorem jak TU-154 ląduje w całości. Potem ślad po operatorze zaginął.
9. Marek Dulinicz -szef grupy archeologicznej ze Smoleńska, “zginął w wypadku samochodowym”.
10. Dariusz Ratajczak – dr historii, skazany za kłamstwo oświęcimskie, jego rozkładające się ciało znalezione w samochodzie. Miesiąc po katastrofie w Smoleńsku.
11. Dariusz Szpineta – ekspert w sprawie smoleńskiej katastrofy, powiesił się w hotelowej łazience w Indiach
12. Andrzej Lepper
13. Płk Leszek Tobiasz, były oficer WSI, główny świadek oskarżenia w tzw. aferze marszałkowej, w którą zamieszany jest prezydent Bronisław Komorowski, nie żyje
1. Jechał za szybko autem wyposażonym przez Niewidzialną Rękę w najnowszy model opon z mikrouszkodzeniami
2. Powiesił się na sznurze od odkurzacza (z rozpaczy, że musi sprzątać przed Świętami Bożego Narodzenia)
3. Wpadł w śmiertelny poślizg pod prysznicem w Indiach
4. Zamordowany przez syna-szaleńca, niepoczytalnego do tego stopnia, że na błysk wysprzątał miejsce zbrodni
5. Dostał ataku serca, choć zdrowy był jak byk
6. Utopił się w rzece i nawet zdążył w niej częściowo zgnić, ale za to dokumenty miał wodoszczelne-niezniszczalne
7. Zasnął w aucie pod centrum handlowym i spał tak długo, że zaczął się rozkładać (aczkolwiek w międzyczasie zajęci zakupami ludzie auta na parkingu nie widzieli)
8. Zatruł się faszerowanym chemią (polon) sushi
9. Popełnił samobójstwo, dla pewności strzelił sobie 3 razy w głowę by nie nawalić jak towarzysz Przybył, a może strzelał do sobie ze strzelby w pierś 3 razy, poślizgnął się w łazience wieszając pranie i pechowo powiesił sie na worku treningowym, a wisząc jeszcze przypomniał sobie że nie wyłączył telewizora, a tu astronomiczne rachunki za prąd
10. Pewnie zapił się na śmierć, choć był abstynentem i dlatego “ciało muszą szybko skremować”, bo środki wydobywające się ze zwłok mogą pewnie zagrozić środowisku
11. Wyskoczył przez okno z 10 piętra, zamykają je za sobą. Nic tak nie szkodzi zdrowiu sąsiadów jak “niekontrolowane przeciągi” 
12. 3 krotnie strzelając sobie w brzuch?
13. Strzał samobójczy w plecy? Szaleńców nie brakuje!
14. Nie chciał popełnić samobójstwa ale go zastali w domu
LIGA ŚWIATA: MASOŃSKA DINTOJRA


Fundacja Konrada Adenauera należy do najważniejszych zagranicznych instytucji wpływu działających w Polsce. W minionych kilkunastu latach silnie oddziaływała na polskich polityków, przyczyniając się pośrednio do powstania III Rzeczypospolitej w jej obecnym półkolonialnym kształcie. Określenie to nie jest przesadą, jeśli wziąć pod uwagę kolosalne zaangażowanie niemieckiego kapitału w polskiej bankowości, w biznesie i mediach.  

Fundacja Konrada Adenauera nie lubi jawności – najchętniej działa zakulisowo i w cieniu. Na stronie internetowej, FKA http://www.kas.de/proj/home/home/48/8/index.html, daremnie szukać wymaganych przez prawo informacji o jej władzach, personelu i Polakach współpracujących z tą instytucją. Nie ma też informacji, ile pieniędzy wydaje rocznie FKA , co właściwie finansuje i jakie są jej związki z prominentami polskiego życia publicznego. Jedyną informacją jest wykaz kilkunastu instytucji, które FKA nazywa swymi partnerami. Na ostatnim miejscu wymieniono Forum für Bürgerschaftliche Entwicklung in Warschau [http://www.for.org.pl]. Kliknąłem z ciekawości – i tu zaczyna się naprawdę interesujący trop. Spróbuję zabawić się w dziennikarza śledczego.  

Forum für Bürgerschaftliche Entwicklung in Warschau pod polskim adresem internetowym nosi nazwę Forum Obywatelskiego Rozwoju. Strona http://www.for.org.pl, podaje, że FOR rozpoczęło swoją działalność we wrześniu 2007 r. (a więc na miesiąc przed wyborami do Sejmu) i jest rzekomo instytucją niezależną (do tej sprawy wrócimy za chwilę). Niestety, nie ma żadnej informacji o włożonym kapitale i o jego pochodzeniu – poza zdaniem, że „jego wyłącznym fundatorem jest prof. L. Balcerowicz”. Leszek Balcerowicz jest też przewodniczącym pięciosobowej Rady, w której skład wchodzi m.in. były minister i bankowiec Tadeusz Syryjczyk oraz Jan Wejchert współwłaściciel TVN, człowiek najbogatszy z wszystkich ludzi polskich mediów. W Komitecie Programowym FOR znajdujemy nazwiska Władysława Bartoszewskiego, Andrzeja Olechowskiego, Marka Safjana, Andrzeja Zolla, Jacka Fedorowicza i wielu innych postaci o powszechnie znanej orientacji politycznej. Po przeczytaniu listy kilkudziesięciu nazwisk członków komitetu w deklarację niezależności i apolityczności Forum uwierzyć może tylko polityczny analfabeta.  

Na swojej stronie głównej Forum chwali się, że „FOR przystąpiło do szerokiej koalicji organizacji pozarządowych, które wsparły kampanię społeczną: Zmień kraj. Idź na wybory. Na stronie FOR zostały umieszczone filmy wykorzystywane w kampanii. FOR prowadziło również sekretariat kampanii”. Okazuje się więc, że krótko przed wyborami 2007 r. Balcerowicz wyjął z kieszeni swoje własne pieniądze (nie korzystał oczywiście z niczyjego wsparcia) i rozpoczął niezależną, bezpartyjną i apolityczną kampanię „Zmień kraj. Idź na wybory”.  

Informacje ogłoszone na stronie FOR są, o ile mi wiadomo, pierwszą tak obszerną informacją o gigantycznej wyborczej manipulacji, która przyniosła zwycięstwo Platformie Obywatelskiej. Znajduje się tam sensacyjny Raport o przebiegu kampanii i rekomendacje na przyszłość. Raport informuje, że dla obalenia rządu Kaczyńskiego powołano – cytuję: „koalicję „21października.pl”. Organizatorami koalicji byli: Forum Obywatelskiego Rozwoju – FOR, Fundacja im. Stefana Batorego, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Stowarzyszenie Agencji Reklamowych, Związek Firm Public Relations, Instytut Spraw Publicznych, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Fundacja dla Wolności, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Stowarzyszenie Szkoła Liderów, Forum Inicjatyw pozarządowych, Fundacja Projekt: Polska oraz Parlament Studentów RP. W skład koalicji weszło również około 150 innych organizacji pozarządowych z całej Polski.  

W ramach kampanii – pisze dalej omawiany Raport – przygotowano reklamy telewizyjne, radiowe i prasowe, które bezpłatnie emitowały największe stacje telewizyjne (Telewizja Polska, TVN, TVN 24, Polsat) i telewizje adresowane do młodzieży (MTV, Viva), rozgłośnie radiowe (Polskie Radio, Radio Zet, Radiostacja, RMF, TOK FM), dzienniki (m.in. Dziennik, Fakt, Gazeta Wyborcza, Przegląd Sportowy),tygodniki (Newsweek, Gala, Angora), dzienniki regionalne (Dziennik Wschodni, Echo Dnia,Gazeta Współczesna, Gazeta Lubuska, Gazeta Pomorska, Głos Szczeciński, Głos Koszaliński,Kurier Poranny, Nowa Trybuna Opolska, Nowiny) oraz portale internetowe (Wirtualna Polska, Gazeta.pl, onet.pl, o2, ngo.pl). Kampanię wspierały również media lokalne. Całkowity koszt cennikowy reklam, które ukazały się w mediach wyniósł ponad trzy miliony zł. W pozyskiwaniu bezpłatnych emisji i publikacji bardzo pomogły firmy zrzeszone w PKPP Lewiatan, domy mediowe – Universal McCann i CR Media oraz członkowie Związku Pracodawców Prywatnych Mediów. W przygotowaniu strategii uczestniczyły firmy DDB, Satchi&Satchi oraz MillwardBrown SMG/KRC. Hasła kampanii oraz wszystkie kreacje bezpłatnie zaprojektowała agencja reklamowa PZL”. 

Strategicznym celem koordynowanej przez FOR kampanii było maksymalne zwiększenie frekwencji w grupie młodych wyborców, ustalono bowiem, że „dwudziestolatkowie wykazują się największą akceptacją liberalizmu” i są grupą najsilniej popierającą Platformę. Na pozornie neutralne politycznie mobilizowanie młodych wyborców wydatkowano olbrzymie sumy. Manipulowano też zachowaniami członków organizacji społecznych, którzy często nie zdawali sobie sprawy, że uczestniczą w kampanii wyborczej PO. Raport o kampanii podaje:„poparcie dla działań koalicji zgłosiło prawie 300 instytucji non-profit, mediów lokalnych, portali internetowych, szkół oraz innych instytucji i nieformalnych grup. Wiele z nich czynnie zachęcało do udziału w wyborach z wykorzystaniem materiałów kampanii (…) Dla potrzeb kampanii wydrukowane zostały plakaty oraz naklejki, które wraz instrukcją jak głosować poza miejscem zamieszkania zostały rozesłane do ponad 700 szkół w całej Polsce. Plakaty i naklejki kampanii były rozpowszechniane lokalnie przez uczniów szkół (…)  

Strategię rzekomo apolitycznej kampanii profrekwencyjnej opracowano na podstawie badań prowadzonych przy Instytucie Nauk Politycznych PAN, które gwałtownie przyspieszono w 2007 roku dzięki środkom różnych instytucji – m.in. Fundacji Batorego, Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, ale także dzięki pomocy z Niemiec (Wissenschaftszentrum Berlin für Sozialforschung)”.  

Ogłoszony na stronie FOR raport zdradza, że elementem kampanii były także działania mające doprowadzić do wyłączenia lub zniechęcenia wyborców starszych wiekiem, wierzących i innych. To właśnie w koalicji 21 października.pl, zrodził się haniebny pomysł ukrycia dowodu osobistego babci – raport stwierdza to wprost na s. 13: „Kampania koalicji 21października miała kilka odsłon: od 30 sekundowych filmów (Zmień kraj. Idź na wybory; Parlament; Zrób to sam; Babcia) puszczanych zarówno w telewizji, jak i w Internecie, poprzez reklamy prasowe i radiowe, aż po stronę internetową…  

Wynik wyborów potwierdził założenia kampanii zaprojektowanej przez koalicję 21 października. W raporcie czytamy: „3 mln wyborców, którzy zagłosowali pod wpływem kampanii, pokrywają się prawie całkowicie z wielkością grupy docelowej kampanii”.  

Strona Forum Obywatelskiego Rozwoju (a może raczej Forum für Bürgerschaftliche Entwicklung in Warschau?) ujawnia jeszcze jeden wstydliwy szczegół. Link do strony, http://www.21pazdziernika.org.pl, świadczy o tym, że brutalne „antykaczystowskie” hasła były produkowane centralnie w biurach koalicji i rozpowszechniane na cały kraj. Jeśli ktoś nie wierzy, może sprawdzić: Skończyliśmy kwakać ze wstydu przed całym światem, Wybory w Polsce, kraju kaczorów [http://www.21pazdziernika.org.pl/galeria_bannerow.php?strona=45] [http://www.21pazdziernika.org.pl/galeria_bannerow.php?strona=15] 

Propagandziści ze sztabu Balcerowicza i Smolara, którym z pychy przewróciło się we łbie, mimowolnie zdradzili, czym były naprawdę wybory 21 października. Były medialnym zamachem stanu! Nie do wiary, ale sami tak to zdefiniowali (zob. http://www.21października.org.pl/galeria_bann  erow.php?strona=3)  

Rewelacje zawarte w „Raporcie o kampanii Zmień kraj. Idź na wybory” zmuszają do postawienia paru pytań. Myślę, że powinni się nimi zająć posłowie opozycji i przedstawiciele europejskich grup nadzorujących prawidłowy przebieg wyborów w krajach OSCE.  

Po pierwsze – jakie konsekwencje prawne zostaną wyciągnięte w stosunku do organizatorów i wykonawców manipulatorskiej kampanii wyborczej koalicji 21 października?  

Po drugie – kto i w jakim trybie dokona finansowego rozliczenia ukrytych wydatków na kampanię wyborczą 2007 roku?  

Po trzecie – kto rozliczy organizacje pozarządowe – np. Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy – z wydatków i działań niezgodnych z ich statutem?  

Po czwarte – jaka jest odpowiedzialność szkół za tolerowanie wykorzystywania niepełnoletnich w kampanii politycznej?  

I wreszcie po piąte – czy Sejm zajmie się podejrzeniem zagranicznej ingerencji w przebieg procesu wyborczego w Polsce?  

Nie chciałbym, aby ten artykuł był głosem wołającego na puszczy. Apeluję do wszystkich ludzi, którym zależy na przestrzeganiu w Polsce standardów demokracji, aby pomogli nagłośnić opisane w nim fakty.  

LIGA ŚWIATA : POLSKA POLITYKA TO MANIPULACJA

Zatrzymanie ekshumacji w Jedwabnem – to działanie Kaczyńskiego w perfidny i odrażający sposób nie tylko obciążyło naszą Ojczyznę za zbrodnię w Jedwabnem…
 Pochodzenie,  narodowość,  cele, sposoby dywersji i manipulacji narodem,  B’nai B’rith …Warto odpowiedzieć sobie na pytanie zadane w poprzedniej części artykułu: Czy „Naród Wybrany” miał i ma „haka” na Kaczyńskich (-ego) i czy mogł ich szantażować w wielu sprawach dotyczących żydowskich interesów jak chociażby w roszczeniach organizacji żydowskich wobec Polski i w sprawie podatku koszernego?
Człowiek, który w rocznice katastrofy Smoleńskiej wypowiada następujące słowa: Musimy wprowadzić elementarny moralny porządek… Jednocześnie stoi za aferami Art. B, Fozz, Telegrafu, upadkiem gospodarki i finansow Polski, upadkiem owej wspomnianej moralności, wprowadzeniem podatku koszernego, jak również za projektem wywłaszczenia narodu polskiego … Reprezentant polski mówi językiem prawa żydowskiego, językiem interesów mniejszości żydowskiej… Dlaczego!
Pochodzenie i manipulacje braci Kaczyńskich ( właściwe: Kalkstein)
Kaczyńscy nie są żadnymi filosemitami, nie są oni też zwykłymi Żydami. To czystej wody i największej próby nacjonaliści żydowscy, próbujący budować na gruzach RP… Judeopolonię.
Rajmund Kaczyński, urodzony w Grajewie z matki Franciszki ze Świątkowskich, zrodzonej w Gronowce koło Odessy, z rodziny Naczelnego Prezesa Sądu Wojskowego, pułkownika armii czerwonej Wilhelma Świątkowskiego – też urodzonego w tej samej Gronowce. Sami bracia Kaczyńscy podają, że przodkowie Rajmunda Kaczyńskiego po mieczu byli wysokimi oficerami armii carskiej.
Fakt ten oznacza ni mniej ni więcej tylko jedno nie mógł on być Polakiem, bo Ci byli najczęściej katolikami, a według rozporządzenia carskiego na terenie imperium Rosyjskiego (XIX w) urzędów nie mogli sprawować Polacy wyznania rzymsko-katolickiego oraz żydzi wyznania mojżeszowego…
Sytuacja ta dotyczyła również innych wysokich posad w Rosji Carskiej. Zatem funkcja oraz imiona zarówno Rajmund jak i Wilchelm wskazują na to, że mogli to być Żydzi wyznania ewangelickiego. Zarówno w Polsce ogarniętej zaborami jak na wschodzie Europy było całe mnóstwo takich haskalizowanych  Żydów. Do Rosji przenosili się w ramach kolonizowania południowych rubieży cesarstwa rosyjskiego tj. tworzenia tzw. „Nowej Rosji”. Pierwotnie Nazwisko Świątkowski, brzmiało Sviatkowski, co można potwierdzić w bazie genealogicznej http://www.jewishgen.org
Ojciec braci K, pomimo swojej przeszłości w szeregach AK, (których członków represjonowana, karano, rozstrzeliwano, wykluczano z życia społecznego…) został przyjęty w Polsce jak bohater Armii Czerwonej oraz nagrodzony apartamentem na Żoliborzu (niedoceniano tak nawet szeregowych agentów SB i członków PZPR).
Ten sam Rajmund członek AK, mąż sanitariuszki AK otrzymuje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej – zastanówmy się nad samym faktem osadzenia byłego członka AK na uczelni stalinowskiej w państwie rządzonym przez Bieruta! Przypadek… Warto również wspomnieć, iż dzieci AK-ca zostają gwiazdami komunistycznej telewizji!
Ale na tym nie koniec Jarosław K. mimo współpracy z Lechem Wałęsą nie zostaje jako jedyny internowany… Pomimo twierdzeń,ze odmówił podpisania lojalki w okresie 1982-1989… Wszystko to odbywa się bez represji względem jego osoby (spędza ten okres w domu)!
Po przejęciu władzy przez pseudo demokratyczne siły opozycyjne, Jarosław jako jedyny ma sfałszowaną teczkę oraz jako jedyny dąży do przeprowadzenia powszechnej lustracji… Ujawnienie jego teczki następuje po wielu interwencjach dziennikarskich!
Jaki jest związek między ofiarowanym Rajmundowi K. przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową bliźniaków i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie wojennym? Kto wie? Czym aż tak bardzo mógł zaimponować władzy ludowej żołnierz AK Rajmund K, że władza otoczyła jego samego, jego żonę z AK i dzieci szczególna troską. Opowieściami o wykańczaniu bolszewików?
Kto wie, czym mógł zaimponować oficerowi SB Jarosław Kaczyński, że ten po odmowie podpisania lojalki wypuścił go wolno i nigdy już nie nękał?
źródło : blog marucha.wordpress.com
Naganne Postępowanie Braci K wg. http://astral-projection.blog.onet.pl
– Zatrzymanie ekshumacji w Jedwabnem – to działanie Kaczyńskiego w perfidny i odrażający sposób nie tylko obciążyło naszą Ojczyznę za zbrodnię w Jedwabnem (kłamliwie i niesłusznie), ale wytworzyło także negatywny stereotyp Polaka za granicą…
– Nazywanie z mównicy sejmowej wojny z Irakiem „naszą”. Polski żołnierz m.in. dzięki zaangażowaniu Kaczyńskiego uczestniczy w jankeskim ludobójstwie narodów arabskich.
– Publiczny podziw dla Ariela Szarona, izraelskiego zbrodniarza – syjonisty i  jednego z konstruktorów światowego „nowego ładu”.
– Miłe przyjęcie B’nai B’rith. Ta skrajnie antypolska loża została zdelegalizowana przed wojną, zaś otworzyła swoją siedzibę w Polsce po roku 2000, na prośbę… Kaczyńskiego.
– Hannukowe święta w pałacu. Święto hannuki, czyli święto triumfu żydów nad gojami jest obchodzone przez wszystkich prezydentów III RP.
– Ogromna zajadłość wobec Rosji wykraczająca poza wszelką polską logikę, a zrozumiała, gdy zrozumie się grę w orkiestrze architektów globalizmu.
– Udawany sceptycyzm wobec UE, jawny serwilizm wobec USA – a więc sympatia dla imperiów sterowanych przez Żydów. Te imperia budują Jew – NWO. Jeden wielki kraj na wzór dzisiejszego Izraela i gojskiej Palestyny.
– Naiwna, markowana lustracja, infantylna wersja patriotyzmu. Do tego stopnia, że każąca zadać pytanie: z głupoty? Wielu dało się nabrać i nazywa tą dywersję „romantyzmem”.
– Kalkstein spotwarzył Pałac prezydencki zakładając tam jarmułkę, wielokrotnie. Podczas wielu wizyt w Izraelu, gdzie Kaczor jechał konsultować swoje decyzje i po instrukcje, jak kiedyś do Moskwy – też paradował w jarmułce.
– Kontakty Kaczyńskich i większości polskojęzycznych polityków (tzw: „pełniących obowiązki Polaka”) z George Sorosem i Fundacją Batorego. 
Andrzej Szubert o braciach K :  

 Związki Jarosława Kaczynskiego z żydowskim KOR-em.
 KOR  był sterowaną przez zachodnich dziennikarzy (pośredników) agenturą CIA i Mossadu. Był koniem trojańskim światowego syjonizmu. KOR – owcy byli w ogromnej większości Żydami. Ich zadaniem było wyrwać PRL spod dominacji sowieckiej i oddać ją w łapska syjonistów. Osiągnięto to w Magdalence i przy okrągłym stole…
Jego udział w Magdalence i w okrągłym stole (wtedy był jeszcze tylko drugorzędnym doradcą). W Magdalence Żydzi z PZPR i Żydzi z drużyny post komunistycznej dogadali się, co do wyrwania Polski spod dominacji ZSRR i oddania jej w łapska Bilderbergowskiej Unii.
Jako prezydent brał on udział we wszystkich nakazanych z Tel Awiwu i Waszyngtonu akcjach antyrosyjskich i antybiałoruskich. I tak:
– W prowokacji gruzińskiej poparł K. amerykańskiego agenta rządzącego Gruzją (a Gruzję Tel Awiw przerabiał akurat wtedy na niezatapialny lotniskowiec Izraela).
– W inspirowanej z Waszyngtonu i Tel Awiwu pomarańczowej rewolucji kontynuował jej wspieranie rozpoczęte już przez Kwaśniewskiego / Stolzmana.
– Brał aktywny udział w nagonce na prezydenta Białorusi – Łukaszenkę. Jedyną winą Łukaszenki było i jest nadal to, że nie chce on, wstępując do Unii i NATO, oddać Białorusi w łapska globalistów. Kaczyński honorował żydowską agentkę Borys, cmokał ją w rączkę w Belwederze. A fakty notorycznego odmawiania wiz wjazdowych do Polski setkom zasłużonych dla Związku Polaków na Białorusi działaczy ignorował. Nie tylko zresztą ignorował. Sam brał aktywny udział w wyciszaniu działalności nie agenturalnej wobec Żydów większości Polaków na Białorusi.
– Zatajał przed społeczeństwem do spółki z bliźniakiem premierem fakt istnienia w Polsce w czasach Stolzmana tajnych i nielegalnych więzień CIA. Dopiero po umiędzynarodowieniu się tego skandalu PO oficjalnie wszczęła w tej sprawie śledztwo, całkowicie zresztą utajniane przed opinią publiczną.
– Jako jedyny polityk europejski Kaczyński vel Kalkstein bardzo mocno przeciwstawił się Raportowi Goldstone’a, przygotowanemu dla ONZ, w którym oskarża się Izrael o dokonanie przestępstw wojennych w Gazie.
– Był pierwszym prezydentem, który zapalił świecę z okazji święta Hannuka w pałacu prezydenckim. Nawet Kwaśniewski / Stozman nie okazał takiej gorliwości w promowaniu żydowskich tradycji i świąt w siedzibie Prezydenta RP.
– W grudniu 2008 r. jako pierwszy polski prezydent odwiedził synagogę Nożyka, centrum życia społeczności żydowskiej w stolicy, aby zapalić pierwszą świecę Hannuka.
– Poparł ideę utworzenia w Warszawie Muzeum Żydowskiego, obecnie już w budowie.
– Brał niezwykle aktywny udział w wielu akcjach promowania żydów i ich kultury w Polsce.
-Zabiegał o strategiczne partnerstwo z Izraelem.
– Gorąco popierał udział polskich wojsk w brudnych wojnach USA, które prowadziła i prowadzi rządzona przez syjonistów Ameryka na podstawie fabrykowanych przez CIA i Mossad „fałszywek”. Kaczyński jest jednym z głównych współodpowiedzialnych za zhańbienie polskiego munduru udziałem w zbrodniczych okupacjach w napadanych przez USA suwerennych krajach.
– Nadgorliwie zabiegał Kaczyński o uczynienie z Polski wasala USA.
– Posłusznie, ślepo i gorliwie wzmacniał Kaczyński nastroje antyrosyjskie w Polsce. Jego ulubioną metodą było utożsamianie dzisiejszej Rosji z rządzoną przez Żyda Stalina zbrodniczą ZSRR. Zwalał na Rosję winę za żydowskie zbrodnie stalinizmu i żydowskiej NKWD.
Powyższa wyliczanka to tylko przegląd najważniejszych, prożydowskich działań Kaczyńskiego. Zasług dla Polski i polskiej racji stanu nie miał on absolutnie żadnych. Wręcz przeciwnie – był wyjątkowym szkodnikiem polskich interesów.
Powyższy tekst pochodzi z artykułu „Odżydzić Wawel i oddać go Polakom”:
B’nai  B’rith
Posłanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego do członków loży masońskiej, B’nai B’rith ( w Warszawie) wygłoszone przez minister Ewę Junczyk-Ziomecką [Warszawa, 9 września 2007 r.]

Panie i Panowie!

Blisko 70 lat temu, w 1938 r., dekretem Prezydenta RP, w wyniku absurdalnych obaw, nieporozumień oraz wprowadzenia w błąd, zakazano działalności polskiej sekcji B’nai B’rith. Należy uznać za symboliczny gest, że dziś staję przed Państwem jako przedstawiciel Prezydenta RP, aby powitać Was i Waszą organizację, która po raz drugi rozpoczyna działalność w Polsce. Otwarcie loży B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej, po tylu latach nieobecności, jest szczególnie ważne, również z innego względu. Organizacja ta, utworzona 164 lata temu w małej nowojorskiej kawiarni przez 12 żydowskich imigrantów z Niemiec, stała się dziś jedną z najważniejszych organizacji walczących z rasizmem, antysemityzmem i ksenofobią.
Polska jest wdzięczna za działania, jakimi Liga przeciw Zniesławieniom [Anti-Defamation League] założona przez B’nai B’rith, współpracując z Amerykańskim Kongresem Żydowskim, wsparła nasze starania o zmianę nazwy obozu Auschwitz i przeciwstawiła się używaniu określenia „polskie obozy koncentracyjne”. Jestem zadowolona, że tak, jak było w zwyczaju przed wojną, członkami B’nai B’rith są wybitni polscy obywatele: naukowcy, pisarze, osoby zaangażowane w działalność społeczną.
W czasie, gdy stosunki między Polską a Izraelem należą do najlepszych w Europie, powinniśmy starać się o stałe polepszanie stosunków polsko-żydowskich. To wymaga stałych wysiłków i gotowości do kompromisu. Nie jest to łatwe, lecz wierzę w Państwa zobowiązanie, które będzie mieć znaczący wpływ na wzajemne zrozumienie Polaków i Żydów. W związku z tym pragnę odwołać się do statutów Waszego stowarzyszenia, które odnoszą się do „ducha tolerancji i harmonii” i utrwalenia „wspomnienia Holokaustu w społeczeństwie”. Mam nadzieję, że częścią wypełnienia tego programu będzie Wasza pomoc w zwalczaniu nieprawdziwych i szkodliwych poglądów, które pojawiają się w świecie, np. w postaci opinii o odpowiedzialności Polski za powstanie obozów koncentracyjnych. Mam również nadzieję, mimo iż statut Waszej organizacji nie przewiduje „utrwalenia pamięci o życiu i osiągnięciach polskich Żydów”, ta wyjątkowa historia obejmująca ponad 800 lat, zostanie uwieczniona przez Was w świadomości polskiego społeczeństwa i w świecie.
Proszę pozwolić mi zakończyć cytatem słów Jego Świątobliwości Papieża Benedykta XVI, który w grudniu 2006 r., przyjmując przedstawicieli B’nai B’rith, powiedział: „Nasz niespokojny świat potrzebuje świadectwa ludzi dobrej woli, inspirowanych przeświadczeniem, że wszyscy z nas stworzeni na obraz Boga posiadają niewyobrażalną godność i wartość. Żydzi i chrześcijanie są powołani do współpracy w uzdrawianiu świata przez promowanie duchowych i moralnych wartości opartych na naszej wierze. Powinniśmy coraz bardziej być przekonani do dawania przykładu naszej owocnej współpracy”. 
Dziękuję, Panie i Panowie.
Ewa Junczyk-Ziomecka, Podsekretarz stanu Kancelaria Prezydenta RP.  
Tłum. M. R.

Angielska wersja posłania znajduje się na stronie: http://www.bnaibr-ith.org. W „Wydarzeniach prasowych” zamieszczanych na oficjalnej stronie Prezydenta RP nie znalazła się informacja o spotkaniu minister Ewy Junczyk- Ziomeckiej ani tekst posłania.
 „B’nai B’rith jest międzynarodową organizacją żydowską, która poświęca się bezpieczeństwu i trwałości narodu żydowskiego i państwa Izrael, obronie praw człowieka, zwalczaniu antysemityzmu, bigoterii i ignorancji, tudzież okazywaniu usług społeczności na zasadzie najszerzej pojętych zasad humanitarnych. Jej zadaniem jest zjednoczyć osoby pochodzenia żydowskiego i uwydatnić tożsamość żydowską za pośrednictwem wzmacniania żydowskiego życia rodzinnego i wychowania i kształcenia młodzieży, szeroko pojętych usług dla osób starszych, oraz obrony Żydów i działalności na ich korzyść na całym świecie
 (Wszystko to w ujęciu Talmudy, który kieruje się drogą Prawa Żydowskiego – na mocy, którego; żaden żyd nigdy nie będzie lojalnym obywatelem Polski, Rosji, Ameryki… każdy przedstawiciel narodu wybranego przestrzega tylko prawa żydowskiego mając na uwadze  przesłanie państwa globalnego – niszcząc i zmieniając ustawodawstwa kolejnych państw, w którym żyją i pracują tak, aby tylko wybrani prawem żydowskim mogli w nim zaznać szczęścia i bogactwa ).
Cenzorsko-policyjnym ramieniem BB jest stworzona przez nią sławna Anti- Defamation League. Zarówno papież Jan Paweł II oraz Benedykt XVI (18 grudnia 2006) przyjmowali delegacje B’nai B’rith.
Gościem na spotkaniu założycielskim był ambasador  USA. Jak chwalił się na swojej stronie, omawiano sprawy przyszłego zarządu, czyli przejęcia tak zwanego utraconego majątku żydowskiego i ostatecznego rozwiązania problemu Radia Maryja. Zwyczajowo stronę władz reprezentowała pani Ewa Juńczyk-Ziomecka z Kancelarii Prezydenta, prywatnie bojowniczka ze Stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”. 
W skład zarządu odrodzonej BB wchodzą: neurolog prof. Andrzej Friedmann jako prezydent, filozof prof. Jan Woleński jako wice-prezydent, feministka Malka Kafka jako sekretarz generalny, Alicja Kobus jako skarbnik i dr Sergiusz Kowalski jako członek.
(źródło: OT)
Członkiem może zostać osoba fizyczna, która ma i deklaruje tożsamość żydowską, świecką bądź religijną, opartą na pochodzeniu żydowskim (z ojca lub matki) lub po konwersji na judaizm. Godłem B’nai B’rith jest menora, a hasłem „dobroczynność, miłość bratnia i zgoda”. Hasła odnoszą się tylko i wyłącznie do braci krwi… Wszystko to tłumaczy lojalność wobec narodu żydowskiego …
Organizacje tego typu nigdy nie będą lojalne wobec państwa na terenie, którego działają stając się wewnętrznym zagrożeniem prawa i polityki wewnętrznej!
Obecnie w Europie działa jeden dystrykt B’nai B’rith Europa z siedzibą w Brukseli, który powstał z połączenia w 1999 roku dystryktu XV – Wielka Brytania i Irlandia oraz dystrykt XIX – kontynent europejski. Było to spowodowane możliwością odgrywania poważniejszej roli w ramach Unii Europejskiej, przy której jest oficjalnie afiliowana. 
Znajdujemy się na pograniczu globalnej przemiany. Wszystko, czego potrzebujemy, to odpowiedni kryzys, a narody zaakceptują nowy światowy porządek”
David Rockefeller 
Schemat Organizacji NWO (Nowy Porządek Świata – Państwo Globalne) – niekompletny.
– Senhedrin (Mistrzowie Syjonu 12+1 rabini, talmudyści,tajny rząd Izraela – z pośród którego wyłoniła się idea państwa globalnego tworzonego w oparciu o prawo żydowskie.)
– Finansiści,Korporacje, Politycy ( m.in. Rockefellerowie, Rothschildowie, Turner, Bush, Gates, Clinton, Brzeziński…)
– Klub Bilderberga
– Komisja Trójstronna
– Bank Światowy
– Unia Europejska, FED, ONZ
– W przyszłości Unia Obu Ameryk 
– Masoneria  – organizacja wywiadowcza mająca na celu werbunek naiwnych gojów za pomocą, których pozyskiwane są cenne informacje polityczne i gospodarcze.
– Iluminaci (CERN, NASA, Pentagon…) – organizacja pozyskująca nowe technologie, skupiająca organizacje naukowe i militarne. Oświecenie oznacza tutaj aspekt czysto technologiczny, za pomocą, którego można  terroryzować i kontrolować międzynarodową nacje… (tak jak w przypadku Masonerii i Exitusian… tylko nazwa łączy ich z tradycją wolnomularstwa, templariuszy…)
– Exitusianie – organizacja mająca na celu destrukcje wewnętrzną państw poprzez rewolucje, wojny, działania bazującego na dualnej relacji i podburzaniu kilku stron konfliktu jednocześnie w celu osiągnięcia własnych korzyści … (Upadek Napoleona, rewolucje, holokaust, dojście do władzy i upadek Stalina, Hitlera… I, II wojna światowa …11 września, obecnie Libia, Egipt…) – tajna organizacja opisywana niekiedy jako chrześcijańska …
– Różokrzyżowcy
– World Jewish Restitution Organization (WJRO)
– WJC (światowy Kongres Żydów) i JCC (Jewish Claim Conference – Żydowska Konferencja Roszczeniowa)
– Kancelarie prawnicze (m.inadwokat Mel Weis)
– Fundacje
Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie, jeżeli chodzi o szczepionki, jedzenie, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent
Bill Gates 
………………………
 Antysemityzm to twór i broń samych Żydów, bowiem tylko żyd ma prawo starać się o zwrot zagrabionych za pomocą lichwy dóbr materialnych ( okres 1850 – 1989), takie same działania polaka przeciwko żydowi uważane jest za atak antysemityzmu (prawo żydowskie karze karać tego typu działania)!
Sprytne i groźne! Taka pozycja i konstrukcja prawa (w tym konstytucji) chroni i foruje grupę uprzywilejowaną …kosztem reszty społeczeństwa!
Nie ma ogólnie przyjętego prawa zwalczającego Antypolskość (które chroniłoby prawnie polaków przed oczernianiem przez inne nacje ) – choć takim działaniom i represjom od wieków poddawany jest naród polski…
Polacy powinni zabiegać o reparacje wojenne od Niemców, Austriaków, Rosjan, Szwedów i Żydów, którzy reprezentowali te narody podczas wojen i rozbiorów… Dlaczego pojęcie Holokaustu (ofiara całopalna) dotycz tylko narodu żydowskiego, choć wiele narodów tego świata w tym naród polski poniósł poprzez wieki większe ofiary i straty niż naród wybrany …
Holokaust, zagłada dotyczył i dotyczy narodu polskiego również dziś… kiedy polskość czołga się przed narodem wybranym i jego manipulacją …
Tak naprawdę antysemityzm, Holokaust (dlaczego żydzi wstydzą się finansowania III rzeszy i faktu wypowiedzenia Niemcom wojny ekonomicznej w 1933 roku…)
… to tylko świetnie zorganizowana manipulacja mająca na celu ułatwienie tworzenie państwa globalnego opartego na prawie żydowskim!
Chroń siebie prawem, terrorem, pieniądzem  i atakuj niewinnych … chroniąc się tarczą antysemityzmu!
c.d.n
dydymus

LIGA ŚWIATA: B’n’Bi Wielki Wschód rządzą Polską

Zastanawiasz się, kto i za ile sprzedał Polskę ?!Nazwiska, sprzeniewierzenia, fakty, daty, wyznania, manipulacje, dowody …
Zastanawiasz się, kto i za ile sprzedał Polskę ?!Nazwiska, Sprzeniewierzenia, Fakty, daty, wyznania …
Długo zastanawiałem się nad napisaniem tego tekst, z uwagi na narastającą w polskiej polityce agresję dążącą tylko do jednego celu: jak najskuteczniejszego skłócenia społeczeństwa i zniszczenia resztek prawdziwej opozycji i demokracji.
Dlaczego?!
Bowiem najskuteczniejszym elementem kontroli jest skłócenie społeczeństwa w taki sposób, aby nie dostrzegało ono prawdziwych zagrożeń wynikających z politycznych i finansowych działań zakulisowych.
Okres braku autorytetów moralnych zostanie niedługo zastąpiony nowym okresem, okresem, w którym bat stanie się autorytetem głupców. Tragedia Smoleńska odegrała taką rolę, jaką przeznaczył jej animator, tworząc z narodu Polskiego posłuszne marionetki.
Tupolew tak naprawdę nie spadł pod Smoleńskiem Tupolew 154M spadł na ruiny rozprzedanej i rozdartej wewnętrznie polski i na stałe podzielił ją na dwa obozy, obozy rządzone przez jedną destrukcyjną siłę…Narodzie zostałeś wciągnięty w wojnę, której celem jest całkowite upodlenie i zniewolenie polaków!
Pogrzeb pary prezydenckiej na Wawelu był zaplanowaną profanacją?!
Niewątpliwie tak! Był to antypolski akt (wymierzony przeciwko narodowi), który na zawsze podzieli polaków, ponieważ anty bohater Polski został uczyniony jej symbolicznym królem.
Symboliczny pochówek w miejscu spoczynku polskich władców i wieszczów zakrawa na ironię i policzek wymierzony narodowi polskiemu!
Fakty:
„Odrzućcie koncepcję zachodu (…) Nasi politycy są słabi oni są raczej kontrolowani przez grupy biznesu niż grupy społeczne. Jest pomiędzy nimi korupcja, jakiej historia nigdy nie znała.”– Sir James Goldsmith
Polska upadek finansowy ostatnich 22 lat:
Rok 1989:
Sposób na wywłaszczenie Polaków. Komuniści uchylili prawo lichwy z XIX wieku, ustalone na poziomie 12%, maksymalnie, i oddali do dyspozycji nowe prawo dewizowe z 15 marca 1989 r. Pozwoliło to na sprzeniewierzenie dochodu narodowego przez ludzi wtajemniczonych, a następnie na zniszczenie siły roboczej przez inflację, spowodowaną przez narzucenie polityki MFW i Banku Światowego.
Wprowadzenie funduszu stabilizacyjnego pozwoliło utrzymać i pogłębić tę sytuację. W 1989 roku można było się spodziewać odbudowy Polski w ciągu paru lat na zdrowych podstawach. Dramatem jest to, że Polska nie wybrała drogi swoich interesów. Decyzje były powzięte przez stałych drapieżców, którzy ograbiają Trzeci Świat, podtrzymują ubóstwo i wykorzystują trudności innych państw.
Rok 1990:
Na rok 1990 umowa rządowa przewidywała eksport maszyn do ZSRR za ogólną sumę 1,4 miliarda rubli po kursie preferencyjnym 2100 zł za 1 rubla, czyli z dotacją od państwa 1100 zł do każdego rubla. Oficjalny, maksymalny kurs handlowy wynosił 1000 zł za 1 rubla.
Firmy polskie, kierowane przez starą nomenklaturę, znacznie przekroczyły zawartą umowę (patrz książka Mariana Rajskiego „W rękawicach”), Doszły do 6,8 miliarda rubli „transferowych”, po arbitralnym kursie, narzuconym przez Moskwę, 1,56 dolara za l rubla. Sprzeniewierzenie wobec budżetu państwa wynosiło 10 miliardów 608 milionów dolarów!
10 -12 miliardów dolarów rocznie, niewykorzystanych okazji do zysku z powodu ułomnych reguł handlu z RWPG! Te sumy trafiły przecież do czyjejś kieszeni. Naród ma przecież prawo wiedzieć, komu to przyniosło zysk. Z 12 miliardów dolarów sprzeniewierzonych w 1990 r., nie mniej niż 9 miliardów zostało przejętych jako zysk bezpośredni przez ZSRR.
Pan Eysymont, były prezes GUS, potwierdził, że polskie firmy kupowały towary: komputery, wideo, telewizory, tkaniny luksusowe w Europie Zachodniej, w Korei Południowej, Tajlandii i w wielu innych krajach. Płaciły w dolarach, a sprzedawały bezpośrednio do ZSRR za ruble, aby odnieść „korzyści” wynikające z wyjątkowego kursu rubla. Najczęściej te produkty nawet nie przechodziły tranzytem przez Polskę. A Bank Handlowy wymieniał rubla po 2100 zł, kiedy kurs oficjalny był 320-340 zł za rubla! W takim obłędnym systemie wystarczyło wystawiać fałszywe rachunki i jeden rubel rodził 6 rubli.
Rok 1991:
13 lutego 1991 roku komisja Senatu zgromadziła reprezentantów komisji: Stosunków Gospodarczych z Zagranicą, Gospodarki Morskiej, Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów, Spraw Zagranicznych oraz Międzykomisyjnego Zespołu ds. Zadłużenia Gospodarczego. Poseł Krassowski poprosił wicepremiera Leszka Balcerowicza o wyjaśnienia zwłaszcza podstawowej kwestii, co będzie znaczyła dla budżetu ta suma 6,5 miliarda rubli transferowych.
Ani Balcerowicz, ani Janusz Sawicki, wiceminister finansów, ani Andrzej Budzyński wiceminister współpracy z zagranicą, nie byli w stanie odpowiedzieć na tak bardzo istotne dla Polski pytanie!!! Sawicki przyznał, że NBP musiało dodrukować 10 bilionów zł, bez żadnego zezwolenia i bez pokrycia, aby uregulować te fikcyjne długi…
No i w tym momencie przewodniczący posiedzenia profesor Geremek zdecydował się zakończyć debatę !!! Te 10 bilionów zł kosztowało Polaków ponad miliard dolarów, to znaczy ponad dwa razy tyle, co „pomoc” międzynarodowa otrzymana w tym czasie.
Lata 1991-1993
Zyski przedsiębiorstw obniżyły się o 50-90%. Wskaźnik obowiązkowej składki ubezpieczeniowej (ZUS) płaconej przez przedsiębiorstwa osiągnął 48,5% płacy brutto.
Wskaźnik rentowności banków polskich, który osiągnął ok.73% w roku 1990, obniżył się do 31% w roku 1991, 25% w roku 1992 i do 21% w roku 1993.
Dziesiątki tysięcy Polaków naiwnych, ale w dobrej wierze, brało pożyczki lichwiarskie, wierząc, że uda im się zrealizować swoje przedsięwzięcia. Dzisiaj są zrujnowani lub wywłaszczeni… Niektórzy z nich popełnili samobójstwo. Tylko bankowcy i adwokaci zarobili…
Rok 1994
Raport UNICEF -listopada 1994, stwierdza wzrost beneficjentów pomocy społecznej o 60%, podczas gdy prawdopodobnie ponad 60% bezrobotnych nie ma już prawa do zasiłku. Spożycie mięsa gwałtownie spada, 7,2% (z 38,5 miliona) czynnej zawodowo ludności nie może znaleźć pracy.
Według innych źródeł, które zgubiłem, liczba inwalidów, którzy stanowili 9,7% ludności wg ostatniego spisu powszechnego z 1984 roku, znacznie się zwiększyła. Liczba rencistów i emerytów osiągnęła stan 45% w roku 1990 i 53% w roku 1993!
Fiskus zabiera z nich 21% świadczeń, suma ta pobierana jest od emerytury wynoszącej śmiesznych 1.5 miliona zł miesięcznie, 2/3 polskich rolników utrzymuje się z renty, zaledwie polowa może wykazać zyski. Przyrost naturalny spadł do 12,5%, życie staje się coraz bardziej cięższe, liczba alkoholików podwoiła się. Polska ma 300 tys. narkomanów i zbliża się do 100 tyś. nosicieli wirusa AIDS, bezpieczeństwo publiczne staje się problemem numer jeden…Starzy ludzie umierają z braku pomocy medycznej, niedożywienia, stresów lub zimna!
Prywatyzacja:
Polscy ministrowie koalicji komunistycznej i postsolidarnościowej, jak ich nazywa prof. Balcerek, zgodzili się, aby im podawano bzdurną logikę instytucji międzynarodowych z MFW i Bankiem Światowym na czele, która polega na „uzdrowieniu ekonomii polskiej poprzez przyśpieszoną prywatyzację”. Jest rzeczą jasną, że większość Polaków, którzy rzadko zarabiali ponad 30 dolarów miesięcznie w roku 1989, nie była w stanie odkupić majątku narodowego. Polityka prywatyzacji skierowana była do kapitałów zagranicznych. Pewne dokumenty nie były nawet redagowane po polsku. W gruncie rzeczy chodziło o wyprzedaż, organizowaną na licytacji, w celu umożliwienia odkupienia krajowych sił produkcyjnych, najbardziej rentownych, przez kapitał międzynarodowy po niższych cenach.
Sprzedaż dóbr produkcyjnych Polski kupcom zagranicznym zawiera w sobie autentyczne sprzeniewierzenie bogactw narodowych, a więc nowych źródeł finansowych, dla finansowania międzynarodowej polityki ekonomicznej. Jest to prawdziwe samobójstwo.
Słabe rezultaty prywatyzacji powinny nam otworzyć oczy. Całość zachodnich inwestycji ledwo przekroczyła 4 miliardy dolarów. 
Np. firma Wedel, której właścicielem było państwo zapłaciła 153 miliardy zł podatków w 1991 r., czyli ponad 15 milionów dolarów. Za radą Bank of Boston Ministerstwo Przekształceń Własnościowych zdecydowało sprywatyzować Wedla, wypuszczając 40% akcji dla Pepsico za drobną sumę 25 milionów dolarów. Trudno zrozumieć, dlaczego, skoro Nestle dawało 40 milionów dolarów, ale mniejsza o to: Pepsico otrzymało jako premię zwolnienie z płacenia podatków na 3 lata!!! To znaczy, że fiskus daje możliwość amortyzacji zdobyczy w ciągu 4 lat, utrzymując produkcję na poziomie 1991 r.
Rok 1995:
Budżet Polski liczy na zainkasowanie 1,17 miliarda dolarów w 1995 r. Odstąpi za bezcen m.in. Orbis, LOT, a nawet sieć dystrybucji RUCH.
Firmy międzynarodowe prowadzą do prostego i czystego kolonializmu ekonomii Polskiej. Prywatyzacja w Polsce jest to etap budowy – wolnego rynku globalnego Getta przed ostateczną delokalizacją firm polskich.       W krajach jeszcze tańszych dla zysku koncernów ponadnarodowych.
AFERY
Kto mógłby ignorować fakt, że 90% papierosów sprzedawanych na polskim rynku pochodzi z przemytu? Kto mógł pozwolić sobie na to, żeby państwo straciło 80% wpływów podatkowych za każdą butelkę alkoholu wwiezionego do Polski i 50% na każdej paczce papierosów? Odpowiedź jest prosta.
Ministrowie koalicji liberalno-komunistycznej popierali układy mafijne i kryli wszystko, aby przywłaszczyć sobie władzę ekonomiczną, jako etap przygotowawczy do odzyskania władzy politycznej.
Minister finansów Leszek Balcerowicz, minister Jerzy Osiatyński, wiceminister finansów, minister Andrzej Milczanowski czy szef Urzędu Ochrony Państwa (UOP) Jerzy Konieczny — czy ci ludzie byli pozbawieni wiadomości na ten temat, a jeśli tak, to, kto był za to odpowiedzialny? Trzeba przeczytać i jeszcze raz przeczytać opracowanie Elżbiety Isakiewicz: Afery? UOP? Mafia? Edmund Krasowski ujawnia. Wydawnictwo Antyk, Warszawa 1993. Można z niego się dowiedzieć, jak minister Balcerowicz, uczeń Jeffreya Sachsa wykonał rozporządzenia przygotowane przez Ireneusza Sekułę, byłego wiceministra komunistycznego rządu pod przewodnictwem M. F. Rakowskiego. To rozporządzenie miało kontrasygnatę premiera Mazowieckiego, wywodzącego się z „okrągłego stołu”, oraz komunistycznego ministra do spraw współpracy gospodarczej z zagranicą, wielkiego piewcy Wolnego Rynku, Marcina Święcickiego.
Aby wprowadzić mafię lub kartel alkoholowy do Polski, należy zwolnić obcokrajowców od podatków i opłat za te towary. A to właśnie „genialny” Balcerowicz ofiarował im na tacy. Nie przyszło mu ani na moment do głowy, że polscy rolnicy sami mogli dać surowce na wyprodukowanie tego alkoholu. Na pewno nie ,,wiedział”, że na początku naszego wieku przemysł spirytusowy zajmował 3 miejsce w świecie pod względem produkcji.
Zestawienie Sprzeniewierzeń Udowodnionych 1990-1991
Afera Rublowa 15 bilionów zł, Afera Rublowa, import z NRD – Ruble wymienione w Polsce na bazie wymienialności wewnętrznej 14 bilionów zł, Afera paliwowa 2 biliony zł, Afera spirytusowa 10 bilionów zł, Afera papierosowa 15 bilionów zł, Afera składów celnych 3 biliony zł, Afera „ART-B” 6 bilionów zł, Afera FOZZ 10 bilionów zł …
Razem ponad 75 bilionów zł
Wszystkie te machlojki zrujnowały Skarb Państwa i nadziej milionów Polaków skazanych dzisiaj na nędzną wegetację. Te 75 bilionów zł, czyli 75 tysięcy miliardów zł, to była równowartość rocznego deficytu narodowego. Państwo już nie jest w stanie skutecznie interweniować. Oszustwa celne, za które winę ponosi korupcja administracji, wynoszą prawdopodobnie jeszcze kilka kolejnych dziesiątek bilionów zł. Liberalizm jest odpowiedzialny za rozhulaną spekulację finansową i odpływ kapitału narodowego, jakiego nie było nigdy w całej historii Polski. Ciekawą sprawą jest to, że te pieniądze, które cichcem „wymknęły” się za granicę, tylko w części były czysto polskie, reszta pochodziła z pożyczek zaciągniętych od MFW, Banku Światowego lub innych źródeł. Efektem jest deficyt finansowy, którego Polacy nigdy nie będą w stanie zwrócić. Nie będą nawet w stanie utrzymać dóbr nabytych w okresie komunizmu.
Wydawało się, że w 1994 r. aktorzy życia politycznego mieli za cel zabezpieczenia wspólnego dobra, a nie obronę konsumpcji, która się stała instytucją. Sprzeniewierzenia osiągają ogromne rozmiary, a raporty NIK nie powodują żadnej reakcji autorytetów prawnych. Francuski prokurator wyznał w listopadzie 1994 r., że otrzymuje wiele anonimowych listów, w których znajdują się dowody potwierdzające, że nie ma odpowiedniej liczby ludzi, aby ścigać sądownie „przestępców”… Wyjaśnił, on, że wyznacza sędziów tylko do spraw poniżej l miliona franków (4.4 biliona zł)!!! Sprawy dotyczące kwot poniżej 500 tys. franków są odkładane do szuflad.
Mechanizm Rabunku Polski
Według Jerzego Przystawy z Wrocławia istniał systematycznie stosowany mechanizm działania, mający na celu rabunek dóbr Polski. A odbywał się w następujących 4 etapach:
1. W pierwszym banku o nazwie A pożyczasz sumę 100 milionów dolarów lub złotych. Ta pożyczka musi być jak najwyższa, bo im więcej pożyczasz, tym większe są zyski. Pretekst, aby otrzymać te pieniądze musisz uzyskać od kumpla, który akurat pracuje w tym banku np.: prywatyzacja firmy,lub restrukturyzacja innej firmy itd. Stopa procentowa jest naturalnie wysoka. Powiedzmy np., że wynosi ona 80%. Czyli po roku trzeba będzie zwrócić: 100+80 = 180 milionów.
2. W drugim Banku o nazwie B włóż do depozytu owe 100 milionów, które pożyczyłeś; otrzymujesz w danej skali procentowej o dwa punkty mniej od Twojej pożyczki. Po roku otrzymasz, więc 100+78= 178 mln.
Ale tutaj zaczyna się subtelna sztuka produkowania pieniędzy z niczego; ten mechanizm był opisany przez Bagsika i Gąsiorowskiego w książce pt.: Jak ukradliśmy księżyc.
W Banku B otrzymujesz akredytywę, która gwarantuje Ci wypłacalność tych 178 min w uzgodnionym terminie. Z tą akredytywą opuszczasz Polskę i przybywasz do jakiegoś przyjaznego kraju.
3. Banki zachodnie przyznają pożyczki ze wskaźnikiem od 8 do 12%. Z akredytywą w innym banku zachodnim o nazwie C otrzymujesz, więc pożyczkę ok. 170 milionów na 10% (wskaźnik 8-12%).
Po roku będziesz winien Bankowi C: 170+17 == 187 milionów.
4. Teraz praktykujesz „wstrząs powrotny” (bounce Back). Polega to na tym, że 170 milionów, które dostałeś w złotych, wkładasz do depozytu w banku polskim według poprzednio podanego wskaźnika 78%. Otrzymujesz, więc po roku: 170+78% od 170 to znaczy 302,6 miliona. W tym momencie podsumowujesz całość swoich operacji:
Do zwrotu:
180+187 = 367 milionów i dostaniesz: 178+302,6 = 480,6 milionów.
Zysk: 480,6-367= 113,6 miliona.
Za te zainwestowane 100 milionów otrzymałeś po roku 113,6 miliona bez podatku. Ten mechanizm dokładnie tak samo zastosowali Bagsik i Gąsiorowski, sprzeniewierzając 500 mln dolarów w ciągu dwóch lat!!!
Ten sam sposób zastosowano w skandalu związanym z FOZZ, na którego tropie znalazł się Falzman, zanim nie zginął w wypadku samochodowym. Faktem jest, że stopy oprocentowania zmieniły się w tym czasie, opadając w dół, powodując obniżenie zysku w tego rodzaju operacjach. Zysk z takiego przedsięwzięcia nie przekraczał już 100% a wynosił jedyne 50-70%!!!
Co pozwalało dokonać takiego monumentalnego oszustwa? Dwa wybory wykonane, przez Balcerowicza:
– wolna wymiana dolar – złoty, eliminując praktycznie wszelką różnicę wskaźników między oprocentowaniem, dolara a złotówki. Czy ten inteligentny Balcerowicz mógł zignorować puszkę Pandory, którą otwierał dokonując tych wyborów?
Odpowiedź brzmi -nie! Nie mógł zignorować, jeśli rzeczywiście był tak inteligentny, jak się to ogólnie twierdzi, albo mógłby to zignorować i tylko wtedy, kiedy byłby królem imbecyli. Na poważnie można powiedzieć, że system Balcerowicza otwiera możliwość ułożenia reguł rabunku ekonomii polskiej z ucieczką kapitałów rzędu 25-30 miliardów dolarów w ciągu dwu lat!!!
Działalności Giełdy Papierów Wartościowych. Browary Żywiec, sprywatyzowane po cenie zysków jednego roku, gdy ponad rok później ta firma była warta 20-krotność wartości zysku. Można by powiedzieć, że nie chodziło o prywatyzację, ale o system grabieży zorganizowany na szkodę państwa i narodu polskiego i to dla zysku obcych interesów i aferzystów z nomenklatury.
Źródło Mathis Bortner „Jak dobija się gospodarkę polską od 1989 roku”
Lech Kaczyński Anty Bohater
Art-B i twórcy tzw. oscylatora bankowego. 
Na podstawie polskiego listu gończego Meir Bar trafił do aresztu ekstradycyjnego w Niemczech, w czasie, kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Lech Kaczyński. Jednak ostatecznie władze niemieckie nie wydały Bara stronie polskiej. Meir Bar twierdzi – podpierając się zdaniem swego adwokata Alana Dershowica – że to Lech Kaczyński będąc ministrem sprawiedliwości w rządzie Buzka rzekomo zadziałał tak, aby do ekstradycji nie doszło. (…)
Kwestia fiaska polskiego wniosku ekstradycyjnego była krytycznie relacjonowana w polskich mediach, jednak nikt nie postawił tezy, że było to skutkiem podstępnych matactw ówczesnego prokuratora generalnego. W polskich mediach eksponowano raczej bałagan w resorcie kierowanym przez Lecha Kaczyńskiego oraz wskazywano na niekompetencję i opieszałość szeregowych urzędników resortu. Izraelczyk sugeruje, co innego.
Na pierwszy rzut oka oświadczenie Meira Bara sprawia wrażenie bomby, która na finiszu kampanii wyborczej może pomieszać szyki braciom bliźniakom zabiegającym o poparcie elektoratu. Jednak politycy konkurujący w wyborach z Jarosławem Kaczyńskim nie kwapią się z ewentualnym wykorzystanie izraelskich „rewelacji”. Faktycznie Meir Bar, o którym w Polsce rozpowiadano, iż rzekomo był agentem Mossadu (izraelski instytut wywiadu i zadań specjalnych), na pewno nie jest postacią kryształową, ale przecież nawet najgorszy oszust nie zawsze kłamie! Chodzi, więc najprawdopodobniej o to, że w kampanii wyborczej politycy nie chcą wchodzić na niepewny i grząski grunt licząc się z możliwymi procesami sądowymi w tzw. szybkim trybie wyborczym.
Jednak, jeśli cytowane tu fragmenty oświadczenia Bara są autentyczne, to po wyborach powinny skłonić polityków do ostatecznego prześwietlenia starej afery Telegrafu. Przypominamy, że Andrzej Milczanowski, były solidarnościowy minister spraw wewnętrznych, 26 grudnia 2006 r. (a więc nie w kampanii wyborczej) na łamach „TRYBUNY” powiedział: „Ja bym chciał, żeby prokuratura opublikowała akta Telegrafu. Uważam, że umorzenie tej sprawy było niesłuszne”. Bracia Kaczyńscy głoszą „rewolucję moralną”, ale w opinii wielu osób to właśnie ich otoczenie dało początek korupcji politycznej w III RP.
Biznesmen Andrzej Czernecki, producent sprzętu medycznego, były poseł Porozumienia Centrum, a więc partii braci Kaczyńskich, w „Wyborczej” (z 16 – 17 lutego 2002 r.) wyznał: „Jarosław Kaczyński nie miał żadnych skrupułów, żeby brać na lewo i prawo – czerwone, zielone, fioletowe. Wychodził z charakterystycznego dla prawicy założenia, że cel uświęca środki. Jego ludzie spotykali się z przedsiębiorcami i recytowali jedno z dwu zdań: »zbieramy na kampanię wyborczą«, albo »potrzebujemy paru złotych na fundusze partyjne«. Wszyscy dostawali”. Powinien wreszcie nadejść taki czas – po wyborach choćby – aby tego rodzaju opinie zostały wiarygodnie i ostatecznie zweryfikowane. 
Czy Naród Wybrany miał i ma „haka” na Kaczyńskich (ego) i czy mogli ich szantażować w wielu sprawach dotyczących żydowskich interesów jak chociażby w roszczeniach organizacji żydowskich wobec Polski ?
DEKLARACJA
Tel Aviv 07.10.2007 
Ja, Meir Bar (Brandwain) urodzony 17 października 1951 w Polsce w Warszawie zamieszkały w Izraelu w Kiryat Krinicy, legitymujący się izraelskim dowodem tożsamości Nr 068452325, jako były wspólnik firmy Art-B oświadczam pod pełną odpowiedzialnością, co następuje:
W czasie działalności firmy Art-B w Polsce finansowaliśmy partię polityczną Porozumienie Centrum (PC) założoną przez braci Jarosława i Leszka Kaczyńskiego, której byli przywódcami. Obydwaj bracia Kaczyńscy w sposób wyczerpujący byli oficjalnie informowani na bieżąco o faktach finansowania ich oraz ich partii politycznej ze środków pochodzących z Art-B z operacji finansowej „Oscylator”.
 Jednym z dowodów na to jest sprawozdanie złożone dnia 19 stycznia 1993 na ręce Marszałka Sejmu R.P., pana Wiesława Chrzanowskiego przez Macieja Zalewskiego, ówczesnego Sekretarza Stanu Kancelarii Prezydenta R.P. oraz Posła na Sejm R.P. W czerwcu 1991 roku na zadanie braci Kaczyńskich środki z „Oscylatora” w wysokości 17 mld PLZ (ówcześnie równowartość 1,7 mln USD) zostały przekazane bezpośrednio Maciejowi Zalewskiemu w gotówce na zakup akcji spółki Telegraf przez Art-B. Jednocześnie na konto firmy „Telegraf” dokonano przelewu w wysokości 40 mld PLZ (równowartość $4,2 mln) na pokrycie niespłaconego kredytu udzielonego tej firmie przez bank BPH w Krakowie.
Założona we wrześniu 1990 r. spółka „Telegraf” finansowała działalność partii PC kierowanej przez braci Kaczyńskich. Prezesem spółki był Maciej Zalewski. W akcie oskarżenia przeciwko Bogusławowi Bagsikowi, Andrzejowi Gąsiorowskiemu i mnie cynicznie wliczono tę kwotę jako nierozliczone środki nielegalnie zagarnięte z systemu bankowego.
Oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że firma Art-B została oszukana przez braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Po braku akceptacji z naszej strony do dalszej współpracy z braćmi Kaczyńskimi oraz dalszego wykorzystywania nas do finansowania ich poczynań, nasza działalność została przez nich nagle uznana za kryminalną i niebezpieczną dla systemu działania państwa polskiego.
Dodatkowo, po otrzymaniu informacji o finansowaniu przez nas bankrutującej fabryki ciągników „Ursus” w okresie tuż przed zbliżającymi się wyborami do Sejmu i Parlamentu R.P. w 1991 roku, bracia Kaczyńscy wpadli w panikę twierdząc, że na skutek naszej działalności „zostaną załatwieni od strony chłopów” oraz że w ten sposób Art-B przeciągnie tych wyborców do konkurencyjnej partii politycznej – Unii Demokratycznej, że Unia wtedy zdobędzie dodatkowo 25% głosów więcej, co w mniemaniu braci Kaczyńskich zaburzy istniejącą równowagę polityczną w Polsce, czyli powodując sytuację utraty przez nich absolutnej władzy, którą wtedy posiadali.
Konsekwentnie na skutek działań braci Jarosława i Lecha Kaczyńskiego zmuszeni zostaliśmy do opuszczenia Polski. Systematyczna eksterminacja firmy Art-B za pomocą uruchomionego przez nich aparatu władzy, służb specjalnych, oddziałów antyterrorystycznych Jarosław i Lech Kaczyńscy traktowali jako „precedens, na którego przykładzie można było zobaczyć jak państwo polskie może bronić się, kiedy jest bezradne”. Operacja finansowa „Oscylator”, która przez miesiące stanowiła źródło nieograniczonych wpływów dla partii politycznej kierowanej przez braci Kaczyńskich, będącą wówczas w ich prawnej i profesjonalnej ocenie operacją całkowicie legalną nagle została uznana przez nich za działalność przestępczą w kontekście naszej odmowy na dalsze wykorzystywanie naszego potencjału.
Zostały za nami wysłane międzynarodowe listy gończe – za Bogusławem Bagsikiem, Andrzejem Gąsiorowskim, oraz mną Meirem Barem. Następstwem tego Bogusław Bagsik został w 1993 roku aresztowany w Szwajcarii, deportowany do Polski, skazany na 9 lat więzienia, miedzy innymi za rzekome wyprowadzenie kilkuset milionów dolarów przy pomocy „Oscylatora” z polskiego systemu bankowego w tym wliczając środki przekazane na „Telegraf” i PC.
Ja zostałem aresztowany w Niemczech w lipcu 2000 roku w Monachium, jednakże nie doszło do mojej ekstradycji do Polski. W tym czasie prokuratorem generalnym w Polsce był Lech Kaczyński – ten sam człowiek, który uprzednio kierował partią PC finansowaną z działalności firmy Art-B ze środków generowanych z tzw. „Oscylatora”. Zdawał on sobie doskonale sprawę, że mój pobyt w polskim więzieniu, oraz moje zeznania w trakcie obrony w procesie w polskim sadzie raz na zawsze mogą skompromitować publicznie braci Kaczyńskich w Polsce, zamykając drogę ich ambitnym i niezaspokojonym planom politycznym.
Na moje, więc szczęście, z obawy przed możliwością wywołania skandalu i nieuchronną kompromitacją, Lech Kaczyński jako prokurator generalny dokonał świadomie i z premedytacją szeregu formalnych uchybień, co wykluczyło ostatecznie możliwość mojej ekstradycji do Polski. Wykorzystując polskie media Lech Kaczyński objawił społeczeństwu zarzuty o rzekomym wyłudzeniu przeze mnie z polskich banków kwoty 47 mln USD.
Natomiast w oficjalnym wniosku o ekstradycję zaniżono drastycznie zarzucaną kwotę pieniężną (po przeliczeniu ze złotówek) do około 322 marek zachodnich – czyli ilości niekwalifikującej się nawet przy pospolitej kradzieży do jakiegokolwiek ścigania. W Polsce Bogusław Bagsik został skazany za te same rzekome przestępstwa na kwotę kilkuset milionów dolarów, a przecież w przedstawionych mi zarzutach mieliśmy być wspólnikami. Lech Kaczyński będący wówczas Prokuratorem Generalnym R.P. spowodował nie doręczenie do odpowiednich władz w Niemczech końcowego wniosku o dokonanie ekstradycji w wymaganym ustawowo terminie 40 dni.
Popełnił to zaniedbanie świadomie i z premedytacja, pomimo bezpośredniego otrzymywania codziennych ponagleń ze strony Prokuratora Generalnego Bawarii zaniepokojonego takim obrotem sprawy. Na ten temat Lech Kaczyński składał publicznie szereg sprzecznych ze sobą i całkowicie niezgodnych z prawdą oświadczeń na przykład, iż zawinił tłumacz, który przez 40 dni nie zdążył przetłumaczyć w sumie krótkiego wniosku o ekstradycję. Innym razem – że to właśnie władze niemieckie bez powiadomienia strony polskiej zmieniły procedurę i uwolniły mnie na trzy dni przed obwiązującym terminem !.
Jako osoba odpowiedzialna za resort sprawiedliwości to on sam decydował o każdym kroku, i on był odpowiedzialny za całość procedury.
Moim ówczesnym obrońcą by autorytet prawny najwyższej światowej sławy – adwokat Alan Dershovitz, będący wieloletnim rektorem katedry prawa na prestiżowej uczelni Harward, przewodniczącym kilkudziesięciu międzynarodowych komisji prawnych, obrońca w niezliczonej ilości najważniejszych spraw karnych naszego globu. Adwokat Alan Dershovitz odbył osobiście podróż do Polski i spotkał się z Prezydentem R.P. przedstawiając mu swój punkt widzenia na całość zaistniałej sprawy.
Poinformował go o międzynarodowym prawnym skandalu, jaki zaistnieje, jeżeli dojdzie do mojej ekstradycji. Wyjaśnił w detalach wszystkie błędy proceduralne, jakie popełniła polska prokuratura w przebiegu całego postępowania karnego, jakie wszczęto przeciwko mnie i moim partnerom z Art-B. Jednocześnie autorytatywnie poinformował Lecha Kaczyńskiego, iż wystawiony przeciwko mnie międzynarodowy list gończy jest wystawiony sprzecznie z obwiązującymi międzynarodowymi przepisami prawa: wniosek o ekstradycję został podpisany przez zastępcę prokuratora rejonowego jednej z dzielnic Warszawy.
Jarosław Kaczyński miał w pełni świadomość, iż w myśl obwiązujących wówczas przepisów taki wniosek powinien podpisać zastępca prokuratora generalnego, apelacyjnego czy okręgowego, oraz potwierdzony przez odpowiednią w tym przypadku instancję sadu. W identyczny sposób skomentowali ten fakt również sędziowie niemieccy. Sędzia w Monachium po otrzymaniu wniosku o ekstradycję z tak poważnym proceduralnym błędem nie mógł oczywiście podjąć decyzji o przedłużeniu mojego aresztowania w oczekiwaniu na dostarczenie przez polskiego prokuratora generalnego ostatecznego wniosku o dokonanie ekstradycji, wiec polecił natychmiastowe zwolnienie mnie z aresztu po upływie 40 dni.
 Strona niemiecka konsekwentnie wychodziła z założenia, że strona polska się po prostu pomyliła i wysłała te dokumenty do polskiego Prokuratora Generalnego celem weryfikacji, Niemcy otrzymali te dokumenty od strony polskiej z ponownym potwierdzeniem, że według opinii strony polskiej żadnej pomyłki nie popełniono. W lipcu 2006 roku Andrzejowi Gąsiorowskiemu powinien zakończyć się okres przedawnienia wynoszący 15 lat.
Pod pozorem nierozstrzygniętej prawnie w ciągu 15 lat sprawy FOZZ-u, Lech Kaczyński był inicjatorem nowelizacji polskiego prawa wydłużającej czas przedawnienia poważnych przestępstw o następne 5 lat. Niemniej jednak w sprzeczności z aktualnym stanem prawnym podjęto decyzje, iż zarzuty wobec Andrzeja Gąsiorowskiego przedawniają się dopiero w lipcu 2016 r. a wiec po dodatkowych 10 latach (łącznie 25 lat).
Tak, więc bez względu na sprzeczności z europejskim systemem prawnym, oraz bez uwzględniania zasady – iż wprowadzana nowelizacja prawna nie działa wstecz – Andrzej Gąsiorowski został skutecznie wyeliminowany na dalsze 10 lat jako źródło potencjalnego zagrożenia w politycznej karierze Lecha i Jarosława Kaczyńskich.
Moja deklaracja jest zgodna z prawda i nie jest prowokacją polityczną. Prawda i sumienie nakazało mi sporządzić tą deklarację. Na skutek mojego aresztowania w Niemczech poniosłem koszty związane z moją obroną w wysokości przekraczającej 10 mln USD.
Moje imię zostało zniesławione w izraelskich, niemieckich, polskich, i międzynarodowych mediach, powodując wycofanie się wielu partnerów z realizowanych transakcji, skutkiem, czego poniosłem straty finansowe sięgające kilkudziesięciu milionów dolarów. Oświadczam, że moja znajomość języka polskiego jest całkowicie wystarczająca dla pełnego zrozumienia treści niniejszego dokumentu bez potrzeby korzystania z tłumacza. Potwierdzam to w obecności notariusza swoim własnoręcznym podpisem. 
Tel Aviv, 7 pazdziernika 2007 roku 
Meir Bar (Brandwaiman)
c.d.n 
 Wojciech dydymus Dydymski – Liga Świata


LIGA ŚWIATA: B’n’B i Wielki Wschód rządzą Polską

Dekret z dnia 10 listopada 1945 r. o zmianie i ustalaniu imion i nazwisk.
Na podstawie ustawy z dnia 3 stycznia 1945 r . o trybie wydawania dekretów z mocą ustawy (Dz. U. R. P. Nr 1, poz. 1) – Rada Ministrów postanawia, a Prezydium Krajowej Rady Narodowej zatwierdza, co następuje!: „


Przepisy ogólne.
Art. 1. (1) Obywatel polski jest uprawniony do zmiany imienia i nazwiska w przypadkach i trybie wskazanych w niniejszym dekrecie.
(4) Przepis ust. (1) dotyczy również osoby, nie posiadającej żadnej przynależności państwowej (bezpaństwowca), jeżeli ma miejsce zamieszkania: na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Art. 2. (1) Władzą orzekającą w sprawie zmiany nazwisk jest władza administracji ogólnej II instancji (2) Minister Administracji Publicznej może sobie zastrzec w drodze rozporządzenia orzekanie o zmianie na obszarze całego Państwa lub niektórych województw, na stałe lub na czas określony, co do wszystkich spraw lub niektórych tylko kategorii (typów) zmian.
(3) W sprawach, dotyczących zmian, o których mowa (w art. 3 ust. (2) pkt. 2), właściwa władza (ust. (1) lub (2) -orzeka po zasięgnięciu opinii Ministra Obrony Narodowej, który może prawo udzielania opinii przekazać dowódcom okręgów wojskowych.
(4) Jeżeli zmiana nazwiska ogranicza się do przystosowania jego zniekształconej pisowni do zasad pisowni polskiej, właściwą do orzekania jest władza administracji, ogólnej I instancji.
(5) Władzą orzekającą w sprawie zmiany imion jest władza administracji ogólnej I instancji. Ministrowi Administracji Publicznej przysługują również w tym zakresie uprawnienia przewidziane w ust. (2), przy czym władny jest również zastrzec tę właściwość na rzecz władz administracji ogólnej II instancji.
(6) Władza administracji ogólnej II instancji ustala nazwisko w przypadkach, przewidywanych wart. 12. Przepisy ust. (2) i (4) mają odpowiednie zastosowanie.
Zmiana nazwisk.


Art. 3. (1). Właściwa władza orzeknie o zmianie nazwiska zgodnie z wnioskiem strony, jeżeli zachodzi ku temu ważna przyczyna.
(2) W szczególności ważna przyczyna zachodzi, gdy ubiegający się o zmianę:
1) nosi nazwisko hańbiące albo ośmieszające lub nielicujące z godnością człowieka,
2) w okresie czasu od dnia 1 września 1939 r. do dnia 9 maja 1945 r. przybrane imię nazwisko (pseudonim wojskowy), pełniąc służbę w Wojsku Polskim, armii sprzymierzonej, polskiej formacji wojskowej, oddziale partyzanckim niepodległościowo-demokratycznym, grupie bojowej organizacji niepodległościowo· demokratycznej, prowadzącej walkę z najeźdźcą niemieckim, i wypełniał gorliwie swe obowiązki,
3) przybrał inne nazwisko (pseudonim konspiracyjny) w związku z udziałem w podziemnej walce z najeźdźcą niemieckim.
4) używał innego nazwiska (pseudonimu osłaniającego) celem uchronienia się przed aktami gwałtu najeźdźcy niemieckiego lub jego popleczników,
5) nosi nazwisko o brzmieniu niepolskim,
6) nosi nazwisko, które ma formę imienia,
(3) nowe nazwisko zastępuje dotychczasowe. W przypadkach wymienionych w ust. (2) pkt. 2, 3, 4, na wniosek strony nazwisko dotychczasowe pozostanie obok nowego na pierwszym lub drugim miejscu.


Art. 4. (l) Podanie o zmianę nazwiska winno być zgłoszone do władzy administracji ogólnej l instancji; w której okręgu petent ma miejsce zamieszkania. Jeżeli petent nie posiada na obszarze Rzeczypospolitej miejsca zamieszkania, właściwą jest władza ostatniego miejsca zamieszkania w kraju, a jeśli tego brak – właściwą władzę wyznacza Minister Administracji Publicznej.
(2) Jeśli kilku członków tej samej rodziny wnosi podanie o identyczną zmianę nazwiska, może ono być wniesione, do którejkolwiek władzy spośród tych, które są właściwe do przyjęcia jednego z podań.


Art. 5. Ministrowie Administracji Publicznej i Sprawiedliwości ustalą w rozporządzeniu wykonawczym, jaki organ – opieki społecznej może wnosić w imieniu dzieci – nieznanych rodziców oraz dzieci opuszczonych podanie o zmianę nazwiska…


Art. 6. (1) Władza administracji ogólnej I instancji przeprowadza postępowanie wyjaśniające, w szczególności ustali, z jakich pobudek strona ubiega się o zmianę nazwiska.
(2) Po zakończeniu postępowania wyjaśniającego, prośba wraz z wynikiem tegoż będzie odesłana władzy orzekającej art: 2 ust. (1) – (3), chyba że władza administracji ogólnej instancji jest władzą orzekającą w .sprawie. art; 2 ust. (4).


Art. 7. Władza odmówi zmiany nazwiska: a) jeżeli strona ubiega się o nazwisko historyczne lub wsławione na polu kultury, działalności politycznej, społecznej lub wojskowej, b) gdy zachodzi uzasadniona obawa, że strona ubiega się o zmianę nazwiska w zamiarze ułatwienia sobie działalności, przestępczej o uprawiania nieuczciwej konkurencji lub też w zamiarze uchylenia się od odpowiedzialności cywilnej lub karnej.


Art. 8. (1) Zmiana nazwiska rozciąga się na żonę osoby, której nazwisko ulega zmianie chyba, że na zmianę się nie zgodzi.
(2) Zmiana nazwiska rozciąga się na niepełnoletnie dzieci strony noszącej to samo nazwisko i na niepełnoletnie dzieci przysposobione.


Art. 9. (1) Władza orzekająca (art. 2) zarządza wpisanie zmiany nazwiska do ksiąg urodzeń i małżeństw na marginesie aktu stanu cywilnego, a także zawiadamia właściwe według miejsca zamieszkania i pobytu danej osoby władze, prowadzące ewidencję ludności i ewidencję wojskową, oraz władzę skarbową, ponadto zaś władzę prowadzącą rejestr karny.
(2) Władza orzekająca (art. 2) poda o zarządzonej zmianie – nazwiska do publicznej wiadomości na koszt osoby zainteresowanej w drodze ogłoszenia w poczytnym piśmie miejscowym.
(3) Władza orzekająca zaniecha zarządzenia wpisu, zawiadomienia i ogłoszeń przewidzianych w ust. (1) i (2), jeżeli za tym przemawiają ważne powody.
Zmiana imion.


Art. 10. (1) Art. 3 ust. (1) i (3), Art. 46, 7 pkt b) i 9. mają zastosowanie do zmiany imion o.
(2) Ważna przyczyna zachodzi w szczególności, gdy imię osoby ubiegającej się o zmianę 1) wykazuje cechy, przewidziane wart. 3 ust. (2) pkt 1 i 5 co do nazwisk,
2) zostało przez nią przybrane w warunkach, o których mowa wart, 3 ust. (2) pkt 2, 3, 4,
3) jest imieniem zdrobniałym, które nie usamodzielniło się,
4) jest imieniem, które stanowi neologizm i nie weszło do zasobu imion używanych,
5) jest imieniem będącym z istoty swej nazwiskiem,
(3) Jeżeli zmiana imienia następuje równocześnie ze zmianą nazwiska, zezwolenia udziela władza, wskazana w art. 2 ust . (1)- (4).
Przepisy szczególne o niektórych pseudonimach.


Art. 11. (1) Osoby, o których mowa w art. 3 ust. (2) pkt :1, 3 i 4 mogą złożyć prośbę o zmianę nazwiska, bądź, imienia i nazwiska najpóźniej do dnia 31 grudnia 1947 r.
(2) Osoby, które nie skorzystają z uprawnienia, przewidzianego w ust. (1), obowiązane są do złożenia: wobec władz administracji ogólnej I instancji oświadczenia o powrocie do swych dotychczasowych imion i nazwisk i do udowodnienia swej tożsamości. Władza administracji ogólnej I instancji wyda decyzję ustalającą tożsamość.
(3) Osoby, które złożyły prośbę w terminie przewidzianym w ust. (1), mogą nadal używać pseudonimu do czasu prawomocnego ukończenia postępowania w sprawie. Władza przyjmująca podanie (art. 4) wyda petentowi stosowne zaświadczenie.
(4) Zstępni nieżyjących żołnierzy lub uczestników akcji konspiracyjnej, wymienionych w art. 3, ust. (2) pkt 2 i 3 mają prawo do zmiany nazwiska na pseudonim wojskowy lub konspiracyjny, przybrany przez ich zmarłych wstępnych, stosownie do przepisu art: 3 ust. (2) pkt 2) i 3) …
Ustalanie nazwisk.


Art. 12. (1) Jeżeli zachodzą wątpliwości co do brzmienia lub pisowni nazwiska obywatela polskiego lub osoby, nie posiadającej żadnej przynależności państwowej (bezpaństwowca), zamieszkałej lub mającej miejsce pobytu na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, władza wskazana w art. 1 ust. (6), może ustalić nazwisko na żądanie zainteresowanego „lub z urzędu, przy czym orzeczenie takie ma moc, powszechnie obowiązującą”. Przepisy art. 4, 6, 8 i 9 mają odpowiednie zastosowanie.
(2) Gdy w postępowaniu wszczętym na wniosek zainteresowanego decyzja zależy od rozstrzygnięcia pytania wstępnego z dziedziny prawa familijnego, władza orzekająca art. 2 ust. (6), może zawiesić postępowanie na wniosek lub z urzędu i odesłać wnioskodawcę na drogę sądową celem wyjednania rozstrzygnięcia tego pytania wstępnego.
(3) Gdy przedmiotem postępowania sądowego jest prawo do używania nazwiska, postępowanie to ulega zawieszeniu na żądanie władzy orzekającej art. 2 ust. (6), do czasu ustalenia nazwiska stosownie do przepisu ust. (1).
Nadawanie imion i nazwisk.


Art. 13. Dzieciom nieznanych rodziców i osobom dorosłym niewiadomego pochodzenia nadaje nazwisko władza, wymieniona w art. 2 ust. (1), imię zaś władza; wymieniona w art. 2 ust. (5).

LIGA ŚWIATA: DLACZEGO POZWALAM RZĄDZIĆ SYJONISTĄ